Getting the transcript
Reading the captions from YouTube. A video nobody has opened here before takes 10 to 30 seconds; this page fills in on its own.
Getting the transcript
Reading the captions from YouTube. A video nobody has opened here before takes 10 to 30 seconds; this page fills in on its own.

dr Bartek Kulczyński · @drbartekpl
This video has no Most replayed graph yet: YouTube shows one only once a video has enough views. These are the moments viewers replayed most in dr Bartek Kulczyński's most watched videos.
Most replayed moment at 13:34
2.1x that video's typical replay level
przyspieszając w ten sposób procesy neurodegeneracyjne i tworzy się zamknięte koło. Mianowicie uszkodzony mózg powoduje wybudzenia, a brak ciągłego snu pogłębia uszkodzenia mózgu. Kolejna przyczyna wybudzeń, którą chciałbym krótko zasygnalizować to menopauza.
Said at 13:27
The graph counts replays. It does not show where viewers stopped watching.
Words
2,881
Runtime
19:32
Speaking pace
147wpm
Reading time
12min
147 words per minute, below the 160 25th percentile of 349 measured videos. That distribution comes from the 349-video hook study.
Opening (first 30 seconds)
Kwas moczowy powszechnie kojarzymy z chorobą stawów, ale ignoruje się prosty fakt, że jego nadmiar obciąża różne narządy. I o tym, jak łatwo doprowadzić do poważnej szkody na zdrowiu, opowiem Państwu w dzisiejszym programie z cyklu antyporadników, czyli stosując inwersję. Żeby przypomnieć, czym jest odwrócone myślenie, to na ekranie powinien być teraz widoczny krótki opis z pierwszego odcinka tego cyklu, czyli krótko mówiąc, przedstawię instrukcję, co musiałbym zrobić, gdybym chciał jak najszybciej wywindować poziom
74 words, the words spoken in the first 30 seconds at 147 words per minute.
Free, no signup. See how the first 30 seconds hold attention, with rewrites.
Sentence shape
| Measure | This transcript |
|---|---|
| Sentences | 124 |
| Average words per sentence | 23.2 |
| Longest sentence | 67 words |
| Questions asked | 0 |
| Sentences containing a number | 18 |
Most used terms
Run the check on the words above: where attention is likely to drop, with a rewrite for each weak line. The free check shows the scores and the one issue costing the most.
What this transcript is
Every word below is the caption track YouTube publishes for this video, pulled from the video itself and reproduced unchanged. It is not Prepublish's writing, not a summary, and not a re-transcription: it is the video's own published captions. Polish captions, published by the channel, in the video’s original language. Source: the video on YouTube. A channel that would rather this page did not exist can ask for its removal through the contact page, and it is removed.
Kwas moczowy powszechnie kojarzymy z chorobą stawów, ale ignoruje się prosty fakt, że jego nadmiar obciąża różne narządy. I o tym, jak łatwo doprowadzić do poważnej szkody na zdrowiu, opowiem Państwu w dzisiejszym programie z cyklu antyporadników, czyli stosując inwersję. Żeby przypomnieć, czym jest odwrócone myślenie, to na ekranie powinien być teraz widoczny krótki opis z pierwszego odcinka tego cyklu, czyli krótko mówiąc, przedstawię instrukcję, co musiałbym zrobić, gdybym chciał jak najszybciej wywindować poziom kwasu moczowego do szkodliwych granic.
Podam, jak wyglądałby mój plan działania krok po kroku, a z tego wszystkiego w interesujący sposób wyłoni nam się obraz, czego nie robić, żeby uniknąć wysokiego kwasu moczowego i nie szkodzić swoim stawom, bo właśnie taki jest cel moich antyporadników. Gdybym chciał w możliwie najkrótszym czasie doprowadzić do szkodliwego wzrostu poziomu kwasu moczowego we krwi i spowodować, żeby w moich stawach zaczęły odkładać się kryształki moczanu sodu prowadzące do ich uszkadzania, to wprowadziłbym do swojego życia rytuał relaksu po ciężkim dniu.
Wracałbym do domu z pracy, siadał w fotelu i zamiast popijać herbatę, wypiłbym puszkę piwa, a najlepiej dwie. Jakby było gorąco, to popołudniami gasiłbym nim pragnienie, siedząc sobie w ogrodzie, a w każdy weekend grillowałbym ze znajomymi, pilnując, żeby kufel zbyt długo nie stał pusty. Możliwe, że zastanawiają się Państwo, dlaczego akurat piwo byłoby moim pierwszym wyborem w tym destrukcyjnym planie. Odpowiedź jest prosta – dlatego, że w świecie napojów piwo to król windowania kwasu moczowego we krwi.
Piwo jest w tym wyjątkowo skuteczne, ponieważ działa dwutorowo. Z jednej strony zmusza nasz organizm do masowej produkcji kwasu moczowego, bo zawiera duże ilości puryn, które szybko przekształcają się w ciele do kwasu moczowego, a z drugiej strony odcina drogę jego ucieczki przez nerki, czyli po prostu utrudnia wydalanie jego nadmiaru z organizmu. Jest to dość ciekawy proces metaboliczny. W dużym skrócie polega na tym, że po spożyciu zawarty w piwie etanol jest rozkładany w organizmie do kwasu mlekowego.
No i nerki zajmują się wydalaniem kwasu mlekowego w pierwszej kolejności, podczas gdy nie mają czasu zająć się kwasem moczowym, który zostaje, mówiąc wprost, uwięziony w krwiobiegu, czyli to, co trzeba wiedzieć, to że piwo to dla stawów najgorszy możliwy wybór spośród wszystkich trunków, ponieważ łączy wysoką zawartość puryn ze szkodliwym działaniem samego etanolu. Potwierdzają to zresztą świeże dane naukowe. W obszernej metaanalizie, która objęła 24 badania i łącznie ponad 1,1 miliona uczestników, naukowcy wykazali, że sięganie po alkohol podnosi ryzyko hiperurykemii, czyli niebezpiecznego wzrostu poziomu kwasu moczowego we krwi, dny moczanowej aż o 69% w porównaniu do osób niepijących.
I analiza ta jednoznacznie wskazała, że to właśnie piwo wiąże się z najwyższym ryzykiem spośród wszystkich rodzajów alkoholu. Co więcej, zależność ta ma charakter liniowy, czyli im częściej sięgamy po alkohol, tym ryzyko problemów ze stawami staje się wyższe. Badacze zauważyli również, że na ten toksyczny efekt szczególnie narażeni są mężczyźni oraz osoby po 50 roku życia, u których naturalnie spada już wydolność filtracyjna nerek.
Gdybym miał w dziesięciostopniowej skali ocenić szkodliwość piwa we wspomnianym zakresie, to dałbym mu mocne 9 punktów. Z tego właśnie powodu i wielu jeszcze innych, osobiście do tematu alkoholu podchodzę z dużą ostrożnością, czyli zdecydowanie nie powinien się pojawiać regularnie, nawet jeśli jest to rzadkie, ale właśnie regularne. Jeśli już mi się zdarzy, a zdarza się naprawdę rzadko, to zwykle sięgnę po białe lub różowe wino, natomiast co do zasady najlepsza ilość alkoholu wynosi zero.
Teraz pora na talerz. Otóż gdybym chciał zadać cios swoim stawom i nie tylko i podbić kwas moczowy we krwi, to oparłbym jak największą część swojego jadłospisu na mięsie i rybach, a warzywa potraktowałbym jako dekorację, czyli na śniadanie jajecznica z solidną porcją boczku lub parówek, na obiad podwójny stek wołowy albo duża pierś z kurczaka, a na kolację w przekonaniu, że robię coś super zdrowego puszka tuńczyka lub wędzona makrela.
Pominąłbym takie coś jak surówki, zielenina, strączki czy orzechy. Po prostu jak najwięcej białka zwierzęcego od rana do nocy. Mechanizm jest tu prosty. Mianowicie mięso i ryby to skoncentrowane źródło puryn, czyli tak jak już wspomniałem, związków, które w organizmie są rozkładane przez wątrobę bezpośrednio do kwasu moczowego. Kiedy jemy ich za dużo, to wątroba produkuje kwas moczowy w sporych ilościach, a nerki przestają nadążać z jego filtrowaniem.
W dodatku wyrzucając z talerza warzywa i owoce, szczególnie te bogate w witaminę C pozbawiamy się naturalnych związków, które wspomagają usuwanie nadmiaru kwasu moczowego. Wielu osobom wydaje się, że problemem jest tylko tłusta golonka czy czerwone mięso, a ryby w dużych ilościach to już bezpieczny wybór, natomiast nie jest to prawda. W jednym z badań opublikowanym w The Journal of Urology naukowcy przetestowali wpływ wołowiny, kurczaka oraz ryb na parametry krwi i moczu u zdrowych ludzi.
Okazało się, że każdy rodzaj białka zwierzęcego podnosił poziom kwasu moczowego powyżej wartości wyjściowych. Jednak to właśnie dieta rybna doprowadziła do najwyższego stężenia kwasu moczowego we krwi oraz jak największego jego wydalania z moczem, przewyższając pod tym względem kurczaka i wołowinę. Wynika to z faktu, że ryby cechują się bardzo wysoką zawartością i wyjątkowo dużą biodostępnością puryn. Oczywiście nie chodzi o to, żeby z dnia na dzień zostać weganinem czy demonizować mięso i ryby, które dostarczają wielu cennych składników pokarmowych i które uważam za bardzo ważne, wręcz niezbędne produkty w naszej diecie.
Ten nieco sarkastyczny wywód dotyczący dużej ilości mięsa i ryb dotyczy właśnie dużych ilości tych grup produktów w diecie, braku umiaru i braku proporcji, czyli po prostu w diecie promującej wysoki kwas moczowy mięso jest podstawą każdego posiłku, a warzywa to cienki margines talerza. W rankingu czynników sprzyjających wzrostowi kwasu moczowego i szkodzących stawom przesadne opychanie się mięsem i rybami przy zerowej ilości warzyw, owoców i orzechów dostaje ode mnie 6 na 10 punktów.
Z uwagi na to, że podwyższony kwas moczowy jest mało uświadomionym szkodnikiem dla naszego zdrowia, o czym krótko jeszcze wspomnę na końcu programu, to osobiście nie objadam się bezmyślnie mięsem i rybami. Kiedy te produkty lądują na moim talerzu, a lądują, to przeważnie stanowią tak około 1/4 część posiłku, a przynajmniej połowę talerza zapełniam świeżymi warzywami. Pilnuję więc diety zbilansowanej, w której źródłem białka są nie tylko mięso i ryby, choć tak jak już mówiłem, produkty to uważam prędzej za niezbędne niż opcjonalne, ale przeplatam je jajkami, nabiałem czy od czasu do czasu roślinami strączkowymi.
Ta właśnie równowaga pomiędzy różnymi produktami sprawia, że organizm bez problemu kontroluje produkcję i wydalanie kwasu moczowego we krwi i nie pozwala mu rosnąć do poziomu zagrażającego zdrowiu. Zanim przejdę dalej, to tylko krótko przypomnę, że pomocną wiedzą dzielę się też w darmowym newsletterze o zdrowiu. Piszę go i wysyłam od poniedziałku do piątku o 6:00 rano i przeczytanie go zajmuje przeważnie kilka minut do porannej kawy lub herbaty.
Gdyby chcieli się Państwo zapisać, to można to zrobić na mojej stronie drbartek pl/dziennik. Gdybym po piwie i pokaźnej porcji mięsa każdego dnia nie uzyskał jeszcze satysfakcjonującego efektu, to sięgnąłbym po coś słodkiego. Większość osób kojarzy bowiem kwas moczowy głównie z kotletem schabowym czy alkoholem, a raczej mało kto podejrzewałby, że równie szkodliwa może być szklanka z pozoru nieszkodliwym płynem, czyli w moim destrukcyjnym planie odstawiłbym wodę, a zamiast niej gasiłbym pragnienie nie tylko wspomnianym piwem, ale również gazowanymi napojami słodzonymi czy zwykłymi napojami owocowymi.
Do tego dorzuciłbym jeszcze gotowe produkty napakowane syropem glukozowo-fruktozowym, w tym mam na myśli na przykład różnego rodzaju batony, ciastka, desery mleczne, produkty czekoladowe, cukierki czy lody. Wszystko rozbija się bowiem o fruktozę i o to, jak jest ona metabolizowana w wątrobie. Mianowicie, kiedy spożywamy produkty bogate we fruktozę z wyłączeniem świeżych owoców, to w komórkach wątrobowych jej metabolizm jest pozbawiony hamulców.
Mam na myśli to, że produkty jej rozpadu wchodzą bezpośrednio na szlak syntezy kwasu moczowego. Mówiąc w uproszczeniu, wątroba zalana fruktozą zaczyna pracować jak fabryka kwasu moczowego na podwójnych, a może i potrójnych obrotach. Tę zależność obnaża badanie przeprowadzone w Kanadzie, w przypadku którego naukowcy dowiedli, że osoby pijące najwięcej napojów słodzonych cukrem, miały prawie dwukrotnie wyższe ryzyko pojawienia się hiperurykemii, czyli szkodliwego wzrostu poziomu kwasu moczowego we krwi.
W rezultacie, napoje słodzone i produkty zawierające dodane zarówno cukier, jak i syrop glukozowo-fruktozowy otrzymują 8 na 10 punktów, dlatego gazowane i niegazowane napoje słodzone to kategoria produktów, która dla mnie mogłaby w ogóle nie istnieć. Choć oczywiście od czasu do czasu zdarzy mi się sięgnąć po któryś z tych napojów, to jest to naprawdę wyjątek od reguły, a nie regularny element mojego jadłospisu. Zdecydowaną większość mojego zapotrzebowania na płyny pokrywa woda mineralna, herbata, yerba mate, lemoniada bez cukru czy napary z ziół.
A jeśli mam ochotę na coś owocowego, to zdecydowanie częściej zjem całe jabłko, brzoskwinię czy truskawki, niż wypiję jakikolwiek napój owocowy. Mając już w planie piwo, duże porcje mięsa i potok płynnego cukru, to naturalną koleją rzeczy byłoby zadbanie o jeszcze jeden fundament – doprowadzenie się do stanu sporej nadwagi, a najlepiej utrwalonej wieloletniej otyłości. Zamiast kontrolować kalorie i patrzeć na obwód pasa z pełną premedytacją pozwalałbym, żeby moja waga z roku na rok rosła, a tkanka tłuszczowa odkładała się przede wszystkim w okolicach brzucha.
Należy bowiem wiedzieć, że nadmiar tkanki tłuszczowej to nie tylko kwestia estetyki, ale źródło wielu problemów zdrowotnych. W dużym skrócie rozrastająca się tkanka tłuszczowa sprzyja procesom, które pobudzają wątrobę do większej produkcji kwasu moczowego. Co gorsza, otyłość niemal zawsze idzie w parze z insulinoopornością. Kiedy we krwi krążą wysokie stężenia insuliny, to w nerkach dochodzi do pobudzenia specjalnych transporterów, które zamiast usuwać kwas moczowy z moczem, zawracają go z powrotem do krwiobiegu.
W ten sposób organizm produkuje więcej kwasu moczowego, a nerki zostają zablokowane i nie potrafią go wydalić. Potwierdzają to dane opublikowane w połowie 2025 roku. Naukowcy przeanalizowali bowiem skutki zmiany masy ciała na przestrzeni 10 lat u ponad 20 000 dorosłych osób i wyniki były jednoznaczne. Osoby, które przez dekadę przeszły ze zwykłej wagi do otyłości lub miały już otyłość od dłuższego czasu, miały nawet niemal pięciokrotnie wyższe prawdopodobieństwo pojawienia się hiperurykemii w porównaniu do osób o prawidłowej masie ciała.
Z drugiej strony to samo badanie przyniosło świetną wiadomość dla osób chcących zadbać o zdrowie. Otóż u tych, którym udało się zredukować masę ciała z otyłości do normy, szansa na wystąpienie podwyższonego kwasu moczowego spadła aż o 59%. W mojej ocenie więc wieloletnia nadwaga i otyłość i ignorowanie rosnącego brzucha zgarniają zasłużone 10 na 10 punktów. Tu jeszcze tylko wtrącę, że poza negatywnym wpływem na wzrost poziomu kwasu moczowego, który przyczynia się do niszczenia naszych stawów i nie tylko ich, nadmierna masa ciała jest dodatkowo fizycznym obciążeniem dla struktur stawowych i to w sposób bezwzględny.
Potwierdza to praca naukowa opublikowana w 2025 roku, która objęła łącznie ponad 800 000 osób. Naukowcy, wykorzystując zaawansowaną metodę randomizacji mendlowskiej, wykazali jednoznaczny związek przyczynowo-skutkowy między wyższym wskaźnikiem BMI a chorobą zwyrodnieniową stawów. Wyższy wskaźnik BMI niemal dwukrotnie, a dokładnie o 91%, podnosił ryzyko zwyrodnienia stawów kolanowych oraz o ponad 50% stawów biodrowych, czyli struktur najbardziej obciążonych przenoszeniem każdego dodatkowego kilograma.
Co ciekawe, ryzyko rosło nawet w drobnych stawach rąk, co dowodzi, że otyłość niszczy chrząstkę nie tylko samym naciskiem, ale też ogólnoustrojowym stanem zapalnym. I właśnie dlatego, zamiast pozwalać władzy wadze na niekontrolowany dryf w górę, robię wszystko, żeby moja masa ciała cały czas utrzymywała się na prawidłowym poziomie, czyli staram się nie przejadać, ograniczam puste kalorie, unikam nocnego podjadania i dbam o to, żeby ruch był stałym elementem każdego dnia.
Gdybym po wdrożeniu tych wszystkich pułapek chciał jeszcze bardziej podbić sobie poziom kwasu moczowego we krwi, to zignorowałbym nocne problemy z oddychaniem. Gdybym głośno chrapał, budził się z suchością w ustach, porannym bólem głowy i ciągłym zmęczeniem, to udawałbym, że to po prostu taka moja uroda. Machnąłbym ręką na podejrzenie obturacyjnego bezdechu sennego i za nic w świecie nie poszedłbym do lekarza na badanie polisomnograficzne.
Dla większości osób chrapanie i bezdech senny to jedynie uciążliwy problem laryngologiczny albo powód do spania w osobnym pokoju. Mało kto łączy jednak nocne przerwy w oddychaniu z kwasem moczowym. Tymczasem rzeczywiście istnieje związek pomiędzy bezdechem sennym a hiperurykemią. Krótko to wyjaśnię. Otóż w trakcie epizodu bezdechu drogi oddechowe zapadają się, a dopływ tlenu zostaje gwałtownie odcięty. W warunkach takiego ostrego, powtarzającego się niedotlenienia, komórki całego naszego ciała nie są w stanie utrzymać prawidłowej produkcji energii.
Dochodzi wtedy do masowego rozpadu cząsteczek energetycznych, a to już prosta droga do zwiększonej produkcji kwasu moczowego. Mówiąc obrazowo, każda noc z nieleczonym bezdechem to dla organizmu powtarzający się co kilkadziesiąt sekund kryzys energetyczny, który skutkuje pompowaniem do krwiobiegu dodatkowych ilości kwasu moczowego. Potwierdzają to najnowsze dane z drugiej połowy tego roku. W obszernej metaanalizie opublikowanej w czasopiśmie Sleep Medicine, która podsumowała 17 badań klinicznych, wykazano, że osoby z obturacyjnym bezdechem sennym mają niemal o 30% wyższe ryzyko rozwoju dny moczanowej związanej z podwyższeniem kwasu moczowego w porównaniu do osób oddychających prawidłowo.
Co niezwykle ciekawe, to samo opracowanie pokazało, że skuteczne leczenie bezdechu za pomocą maski utrzymującej stałe dodatnie ciśnienie w drogach oddechowych wyraźnie obniża stężenie kwasu moczowego we krwi. Najlepsze efekty terapeutyczne zaobserwowano u osób, które stosowały aparat przez co najmniej 4 godziny każdej nocy i kontynuowały terapię przez minimum 6 miesięcy. W kategorii czynników sprzyjających wzrostowi kwasu moczowego we krwi nieleczony obturacyjny bezdech senny dostaje ode mnie 5 na 10 punktów, dlatego też, gdybym miał wspomniane problemy ze snem, to nie bagatelizowałbym tego problemu, tylko od razu skonsultowałbym się z lekarzem i wykonał odpowiednią diagnostykę.
Na marginesie, gdyby chcieli się Państwo przyczynić do rozwoju naszej społeczności na tym kanale, to chciałbym zachęcić do kliknięcia przycisku SUBSKRYBUJ pod filmem, a potem ewentualnie także DZWONECZKA, który wyskoczy obok. Poza już tym niechlubnym rankingiem, mówiąc o kwasie moczowym, chciałbym wspomnieć o jeszcze jednej kwestii. Mianowicie warto mieć świadomość, że istotny wzrost poziomu kwasu moczowego we krwi może nastąpić na skutek przyjmowania leków moczopędnych.
Szczególnie dotyczy to diuretyków tiazydowych i tiazydopodobnych, takich jak hydrochloriazyd i chlortalidon oraz diuretyków pętlowych, takich jak furosemid, które są powszechnie stosowane w leczeniu nadciśnienia tętniczego i niewydolności serca. Leki te zwiększają wydalanie wody i sodu przez nerki, a jednocześnie nasilają wchłanianie zwrotne kwasu moczowego, czyli po prostu blokują jego usuwanie z moczem, stąd u osób przyjmujących tego typu leki, stężenie kwasu moczowego we krwi może zauważalnie wzrosnąć nawet w przypadku, gdy nie popełniamy błędów żywieniowych.
Wspominam o tym oczywiście nie dlatego, żeby odstawić przepisane leki. Na własną rękę nie wolno tego robić. Mówię o tym po to, żeby mieli Państwo pełną świadomość tej zależności i w razie problemów z kwasem moczowym porozmawiali o tym ze swoim lekarzem prowadzącym. A tym bardziej, żeby osoby przyjmujące wspomniane leki moczopędne, co jakiś czas sprawdzały poziom kwasu moczowego we krwi. Podkreślam jednak raz jeszcze, żeby pod żadnym pozorem samemu nie modyfikować dawkowania ani nie odstawiać leków.
Na końcu miałem jeszcze Państwu powiedzieć, jakie mogą być skutki długo utrzymującego się podwyższonego poziomu kwasu moczowego we krwi poza oczywistym negatywnym wpływem na stan naszych stawów, w tym rozwój dny moczanowej. Większość z nas bowiem postrzega kwas moczowy wyłącznie jako sprawcę potwornego bólu w dużym palcu u stopy czy bólu stawów dłoni. Rzeczywistość jest jednak o wiele bardziej niepokojąca, ponieważ stawy to zaledwie wierzchołek góry lodowej.
Trzeba bowiem wiedzieć, że gdy kwas moczowy krąży w nadmiarze w naszym krwiobiegu, to jego głównym celem staje się układ sercowo-naczyniowy. W medycynie następuje obecnie ogromny przełom w patrzeniu na ten parametr. Coraz częściej definiuje się hiperurykemię jako niezależny, groźny czynnik ryzyka kardiologicznego, stawiając go w jednym rzędzie z zaburzeniami lipidowymi. Problem w tym, że przez samą nazwę wielu pacjentów błędnie zakłada, że bada się go w moczu, podczas gdy jest to rutynowe oznaczenie z krwi obwodowej, które wykonuje się zdecydowanie zbyt rzadko i wiele osób funkcjonuje z tą tykającą bombą zegarową, niestety nie mając o tym nawet pojęcia.
Kiedy kwas moczowy przekracza normę, to na przykład sprawia, że ściany naczyń krwionośnych tracą swoją sprężystość i ulegają przedwczesnemu zwapnieniu. Stają się sztywne, co zmusza serce do generowania znacznie wyższego ciśnienia i cięższej pracy. Do tego kwas moczowy sprzyja przekształceniu się cholesterolu do miażdżycorodnej cząsteczki, przyspieszając w ten sposób narastanie blaszki miażdżycowej i istotnie podnosząc ryzyko udaru mózgu czy zawału serca.
Dla przykładu, w badaniach wykazano, że przewlekle podwyższony kwas moczowy zwiększa ryzyko zgonu z przyczyn sercowo-naczyniowych aż o 45%, a korelacja to okazuje się wyjątkowo niekorzystna w przypadku kobiet. Do tego dochodzi efekt domina w całym metabolizmie organizmu. Nadmiar kwasu moczowego to po prostu droga do powstawania kamieni w nerkach, uszkodzenia miąższu nerek, a także jest to czynnik predysponujący do rozwoju cukrzycy typu 2 i stłuszczenia wątroby.
Mówimy więc o parametrze, który po cichu decyduje o kondycji wielu naszych narządów. Jak Państwo widzą, zapracowanie sobie na wysoki kwas moczowy i zaszkodzenie stawom oraz naczyniom krwionośnym wcale nie wymaga szczególnie wielkiego wysiłku. Wystarczy regularne piwo, talerz wypełniony po brzegi mięsem bez warzyw, słodzone napoje, rosnący obwód w pasie i lekceważenie nocnego chrapania. Wracając jednak do naszej zasady inwersji – skoro mamy już przed sobą gotową mapę tego, jak doprowadzić do katastrofy, to skuteczna ochrona organizmu staje się banalnie prosta.
Zamiast szukać skomplikowanych diet czy magicznych suplementów, wystarczy odwrócić ten schemat i konsekwentnie omijać wymienione zagrożenia. Dbając o prawidłową masę ciała, zamieniając napoje słodzone na napoje bez dodatku cukru, zachowując umiar w jedzeniu mięsa i badając poziom kwasu moczowego we krwi raz w roku, zdejmujemy z naszych stawów, nerek i serca duży ciężar. Niemniej, gdyby ktoś z Państwa chciał poznać moją opinię o różnych preparatach na stawy, to zapraszam do obejrzenia osobnego filmu. Żeby do niego przejść, proszę kliknąć w miniaturę, która wyświetli się na ekranie.
Dziękuję za uwagę i do zobaczenia w kolejnym odcinku.
The words are the caption track's own and nothing is reworded or re-transcribed. Paragraph breaks are placed between sentences so the text reads as prose.
Free tools for your own script: paste a draft and see where it stands before you record it.
Paste your draft and see where viewers are likely to drop off, with a rewrite for each weak line.
Paste the first 30 seconds of your own draft for a hook score and rewrites.
Check your draft against YouTube's advertiser-friendly guidelines before you record it.
Read this channel's public videos and transcripts, and download a writing brief for it.