
Łukasz Lotek Lodkowski - "BANG 2" (2021) (całe nagranie) | Stand-Up transcript
Łukasz Lotek Lodkowski · @LukaszLotekLodkowski
Words
9,626
Runtime
1:01:26
Speaking pace
157wpm
Reading time
40min
157 words per minute, below the 160 25th percentile of 349 measured videos. That distribution comes from the 349-video hook study.
Opening (first 30 seconds)
Panie i Panowie, Łukasz Lotek Lodkowski. BANG 2 (muzyka) Siemano! Cześć. Bardzo Wam dziękuję za takie ciepłe przyjęcie. Bardzo się cieszę, w tych jeszcze zimnych, ciężkich czasach. Jak Wam się żyje w ogóle teraz? - Ch**owo. Ch**owo, hahaha. A ktoś ma lepiej niż było? Jest jakiś handlarz maseczek jest, jest ktoś? Nie przyzna się. A jest ktoś kto pracuje w gastronomi? Tak, tu koleżanka. I pracujesz cały czas czy już...? - No zależy. Zależy? Co to znaczy zależy czy
79 words, the words spoken in the first 30 seconds at 157 words per minute.
Sentence shape
| Measure | This transcript |
|---|---|
| Sentences | 1,088 |
| Average words per sentence | 8.8 |
| Longest sentence | 84 words |
| Questions asked | 154 |
| Sentences containing a number | 78 |
Most used terms
- nie387
- em219
- wi207
- ja182
- si179
- na159
- jest129
- tak126
- wa118
- co107
- jak102
- po95
What this transcript is
Every word below is the caption track YouTube publishes for this video, pulled from the video itself and reproduced unchanged. It is not Prepublish's writing, not a summary, and not a re-transcription: it is the video's own published captions. Polish captions, published by the channel, in the video’s original language. Source: the video on YouTube. A channel that would rather this page did not exist can ask for its removal through the contact page, and it is removed.
Transcript
Panie i Panowie, Łukasz Lotek Lodkowski. BANG 2 (muzyka) Siemano! Cześć. Bardzo Wam dziękuję za takie ciepłe przyjęcie. Bardzo się cieszę, w tych jeszcze zimnych, ciężkich czasach. Jak Wam się żyje w ogóle teraz? - Ch**owo. Ch**owo, hahaha. A ktoś ma lepiej niż było? Jest jakiś handlarz maseczek jest, jest ktoś? Nie przyzna się. A jest ktoś kto pracuje w gastronomi? Tak, tu koleżanka. I pracujesz cały czas czy już...? - No zależy.
Zależy? Co to znaczy zależy czy pracuje? - Nie, nie pracuję. Nie pracujesz jednak, jednak nie. "Zmieniam zdanie, jednak nie pracuję. Głupio było się przyznać, że mnie wyp***dolili. To zależy". Ale, że Cię już wyrzucili po prostu, tak? Nie? Po prostu zamknęli knajpę? Że po prostu co? - Sanepid wpadł. Sanepid wpadł, zamykamy to g*wno. Co Pani w tym chińczyku jeszcze robi? Czyli co się wydarzyło? Bo nie chcę tak Cię zostawić, że wiesz...
No to co się wydarzyło? Nie chcesz, boisz się mówić teraz. Czyli nie wyrzucili Cię z pracy, nie zamknęli knajpy, zależy czy tam pracujesz, ciężko to powiązać jakoś, nie. To co się stało? Już nie chce mówić. "Tak naprawdę wcale nie pracuję w gastro. Jestem kanarem, ale wstyd, k**wa". A ty, kolego, czym się zajmujesz w ogóle w życiu? - Ja jestem asystentem doradcy kredytowego. Asystentem doradcy kredytowego, (śmiech) brzmi fascynująco.
Czyli po prostu siedzisz za tym kandydatem, który chce dostać kredyt i mówisz: "Weź Pan, weź". (śmiech) Słucham? Dziękuję, dziękuję. To dla Ciebie też, dla ciebie też, za Twoją ciężką pracę. Ale czyli co robisz? - Znaczy ja siedzę obok i papiery wypełniam. Siedzisz obok i wypełniasz papiery. No to jak to w banku. Nie masz sumienia, tak? A, nie masz wyrzutów sumienia, to też niedobrze. Jesteś asystentem, czyli jesteś asystentem szatana i mówisz: "Nie, ja tylko papiery wypełniałem, nie".
Jakbyś w Auschwitz pracował, "Nie, ja tylko papiery wypełniałem, nie. Ja nikogo do pieca nie wp***doliłem, k**wa, ja papiery wypełniałem i chociaż nie mam wyrzutów sumienia, k**wa, chociaż to". Spoko, spoko. Dziękuję, dziękuję. Pani jaki nienawidzi bankierów, widziałeś? Kurde, we frankach się wzięło kredyt, nie, i teraz w p**dzie. Słucham? Ktoś chce kredyt? Tak, zabijmy go, k**wa. Żartuję, żartuję. A kolega obok, czym się zajmujesz? - A pracowałem w gastro, aktualnie się opi***alam.
Kurde, mówisz głośniej niż ja przez mikrofon. W pierwszym rzędzie, "Ja w gastro pracowałem, a teraz siedzę i się opi***alam", ale hajs na bilet był, k**wa. Czy kolega bankier dał Ci kredycik na bilet? Stawiał. "Podpisz to i załatwię ci bilet na Lotka, k**wa. Chociaż nie mam wyrzutów sumienia, chociaż to". A więcej ludzi teraz bierze kredyt w pandemii czy więcej brało przed pandemią? - Znaczy był taki czas, że się nic nie działo, ale teraz już wracają.
Wracają już, nie? W końcu wyszli z domu i biorą pieniądze na kredyt, dobrze. Super, super. A ty koleżanko w jakiej branży pracujesz? - Ja jestem kadrową. Jesteś kadrową. Ojej, to brzmi tak trochę PRL-owsko, nie? Kadrowa. Tak masz na umowie? Kadrowa? Ale to nie jest reprezentacja Polski, nie? Po prostu... (śmiech) Czyli przyjmujesz ludzi do pracy, tak? I zwalniasz. A co bardziej lubisz? Pewnie teraz miałaś pełne ręce roboty, w trakcie tej pandemii, nie?
"Panie Mariuszu, przepraszam, powinnam powstrzymać śmiech, ale zwalniam Pana". Dobrze, czyli ogólnie masz teraz jakby lepiej w robocie czy gorzej? - Bez zmian. Bez zmian zupełnie. A kolego, ty czym się zajmujesz? - Specjalista do spraw optymalizacji magazynu. Specjalista do spraw optymalizacji magazynu. Co to znaczy? Mówisz: "Dajcie to pudło niżej, dobra?". I następnego dnia: "No i z powrotem do góry. Dzięki". Co jeszcze, k**wa? (śmiech) Fajnie.
A jest ktoś, kto naprawdę uważa, że ma teraz przej**ane w trakcie tej całej pandemii? Dajcie rączkę do góry. Czy ktoś jest taki, który naprawdę ucierpiał? Nic. Jest tam ktoś podnosi, tak? Tam ktoś podniósł? Teraz już siedzi, teraz się... O tu koleżanka, tak? A co się wydarzyło takiego? - Jestem stewardesą. Jesteś stewardesą. O matko, i w ogóle nie latasz? I co teraz, ch**owo w domu? To twój mąż? Jak Wam idzie w tym ciężkim czasie?
I on od razu. Ona spojrzała. No to przej**ane, rzeczywiście. Chociaż jakieś samoloty już zaczęły latać, nie? Tylko nie wszędzie. - Mało. Mało? A ty czym się zajmujesz? Jesteście parą, prawda? - Tak. No tak, najgłupsze pytanie w stand-upie, "Jesteście parą?". Akurat tak wyglądacie, bo koło siebie siedzicie, a nie można, k**wa. Wy też mieszkacie razem, nie? Wiadomka. (śmiech) Bankier i z gastronomii wyj**ali tego typa, na pewno macie ten sam hajs na mieszkanie, k**wa.
A kolego, czym się zajmujesz? Przepraszam, bo tak nie dokończyłem rozmowy. - Mapy rysuję. Rysujesz co? - Mapy. Mapy. Jezus, usłyszałem małpy i mówię, muszę dopytać. Rozumiem, małpy, trochę nisza taka... (śmiech) ...ale się rozkręca, rozkręcam, wiesz. Coraz więcej tych małp jest, poznałem i orangutany, k**wa, i szympansy, wiesz. Mapy rysujesz. To jest też poj**ane w sumie, jak teraz o tym myślę. To nie jest tak, że teraz komputer rysuje mapy albo już kiedyś ktoś narysował i po prostu do ksero?
Po ch** masz rysować? Już było narysowane, nie. Jak nie lata, to musisz rysować mapy, tak? Tam byśmy polecieli, zobacz, tu narysowałem. (śmiech) A czy są, słuchajcie, na sali ozdrowieńcy? Ktoś już jest po covidzie? Też koleżanka stewardesa, tak? Oj tam też, straciłaś smak i węch? - Tak. Ona chce pogadać, nie. Takie "tak" i ni ch**a, nie gadamy, nie. Tutaj kulturalnie koleżankę zapytałem, kulturalnie odpowiedziała, gadamy sobie, nie.
I jak się zorientowałaś, że straciłaś węch i smak? Bo to jest... Ja gadałem z wieloma ludźmi już o tym, nie, i są różne momenty i każdy ma trochę inaczej. Jak u ciebie to wyglądało? Chciałaś zjeść czekoladę i zjadłaś, i co? I nie czułaś nic? Jaką miałaś pierwszą myśl wtedy, że co? Że czekolada zj**ana czy że..? To nie, i co dalej sprawdziłaś? Darłaś się, że czekolada nie smakuje? No i? Szukał czegoś? Szukał czegoś lepszego?
I spróbowałaś tego drugiego i co? Nadal nic. Potem próbowałam setnej rzeczy i ciągle do tej pory sprawdzam, k**wa, i po 2 tygodniach mówię: ta czekolada jest dobra, k**wa. (śmiech). Nie, bo ja też jestem, ja jestem ozdrowieńcem, już miałem jakoś tam w październiku. A czy jest tutaj jakiś taki sk**wiel na sali, który teraz jest chory i ma wyj**ane? Moja pierwsza myśl. (śmiech) Ja dostaję 1000 zł od państwa, trzeba to pociągnąć w górę i do galerii handlowej.
Czy można wejść? Ja też jestem ozdrowieńcem, słuchajcie, miałem jakoś tam w październiku, też straciłem oczywiście węch i smak i ja się zorientowałem właśnie po tym, bo nie miałem tam jakichś większych objawów. I u mnie była kawa, że Kasia mi zrobiła kawę, wziąłem łyka kawy i mówię: "Jakaś lura, chyba ekspres się zj**ał". Ona próbuje: "Nie no, dobra kawa". Mówię: "Nie, no jakaś rozcieńczona". I ona: "Y!. Chyba masz covid".
A ja w tamtym czasie jeszcze miałem, wiecie, aluminiową czapeczkę, mówię: "Nie ma covidu, nie ma żadnego covidu, k**wa". I mówię: "Rzeczywiście, no nie czuję tego". Ona mówi: "Powąchaj moje perfumy". Wącham. Nic. "A spróbuj tego". Nic. "Co to jest?". "G*wno". K**wa. "Z kuwety wygrzebałam". O dziwo, konsystencja była apetyczna, nie, to było najgorsze. Ale tak to przeszedłem raczej lajtowo. W ogóle, a ktoś z Was był na kwarantannie?
Spędził ten czas na chacie? Stewardesy już nie będę męczył. Tu koleżanka z tyłu. Tak, bo tak mi światło daje, że miałem wątpliwość, przepraszam. Przez te maseczki ciężko rozpoznać, nie. I kiedy to było? - W październiku. Podpowiadają, w październiku to było. Ona nie zna kalendarza, nie. Poza tym spoko, ale kalendarza nie ograniam. W październiku, czyli tak już w połowie, że tak powiem, tej pandemii, nie. I jak, była policja u ciebie?
Była? Codziennie była? O, to jeszcze pilnowali się, bo ja byłem 2 razy na kwarantannie. Raz byłem na samym początku pandemii, bo mnie pandemia zastała w pięknym miejscu, bo byłem w trasie z Paczesiem w Stanach Zjednoczonych i oczywiście tam wtedy to tak, wiecie, lajtowo do tego podchodziłem. Tam jakieś głosy były, że tam w Chinach coś, nie, to mówię: j**ać ich, k**wa, nie. Potem było, że pierwszy przypadek w Polsce, jakiś typ z Zielonej Góry.
I od razu pomyślałem: Boże, przej**ane być tym typem, bo nie mówili, kto był drugi, kto był trzeci, tylko ten jeden typ. Pewnie wszyscy w Zielonej Górze go mijają na ulicy i mówią: "Zobacz, to ten. To przez niego straciłeś pracę, k**wa, zabijmy go". Przej**ane być tym typem, nie. Ale mnie zastało w Stanach, mieliśmy trasę z Paczesiem i tam jakieś występy w Chicago i myśleliśmy, że do Stanów to nie dojdzie, jest zaj**iście, że tu jesteśmy.
Potem nam odwołali występy w Chicago i mówimy: "No dobra, no to co teraz?". Organizator mówi: "Słuchajcie, wyślę Was teraz samolotem do Miami, tam poczekacie trochę, zobaczymy, może się wyjaśni zaraz wszystko". Myślał, że się wyjaśni, k**wa. "I może będą występy". Mówimy: "Spoko, zaj**iście, cały świat umiera, my będziemy pić drinki w Miami". Żyć, nie umierać, nie. Znaczy umierać, ale z klasą, k**wa. Pojechaliśmy do Miami, ale już tak po 2 dniach miałem takie trochę, że no niby fajnie, ale tak, kurde, na obczyźnie umierać trochę ch**owo, prawda?
Chociaż Rafał mówi, że: "Chodź, będziemy w restauracjach se siedzieli, będzie zaj**iście". 2 dni później zamknęli wszystkie restauracje. Mówimy: "Dobra, jest plaża, będziemy na plaży leżeli". Dzień później zamknęli plaże. Mówimy: "Dobra, w hotelu też będzie gitara, mamy balkon, posiedzimy w hotelu". 4 dni później kartka pod drzwiami: "Zamykamy hotele za 2 dni, wypierdalać o 11". I dzwonimy do organizatora, mówimy, a on: "Wiem, wiem, już słyszałem.
Próbowałam wam wynająć mieszkanie, ale nic nie da rady wynająć, ale na szczęście tego dnia, kiedy was wypi***alają, jest lot do domu". Ten patriotyczny był, nie, lot do domu czy jakoś tak, że wiecie, taki: "Nie umieraj na obczyźnie, przyjedź do nas, umrzyj na polskiej ziemi, k**wa". Ale załatwił, mówię: "Super, że załatwiłeś. O której lot?". "O 18". Ja mówię: "Ale z hotelu nas o 11 wywalają". "No to dobrej zabawy na lotnisku, na razie".
Na lotnisku spędziliśmy trochę godzin i na lotnisku byli praktycznie sami Polacy, którzy tym lotem lecieli do Polski. I wtedy jeszcze, pamiętacie początek pandemii, wszyscy byli przerażeni, prawda. Większość była w maseczkach, ale nie wszyscy, bo niektórzy mieli, wiecie, że a to wszystko ten Putin, k**wa, albo Bill Gates, nie. Więc niektórzy byli bez maseczki, ale wszyscy na siebie patrzyli podejrzliwie, prawda. Wszyscy patrzyli, wiecie, żeby nie dotknąć niczego.
Jakaś kobita kaszlnęła. Wszyscy: Jeszcze nie miała maseczki. Spojrzałem na typa prosto w oczy i mówię: "Zabijmy ją, k**wa, nie". Szybko loda dokończyłem, żeby już z patyczka stos zacząć układać, k**wa. Nikt nie podłapał niestety. Potem już w końcu samolot, wiecie, już czekał na nas, jest kolejka do samolotu i ja byłem nieogarnięty i patrzyłem, że stewardesa wszystkim jakiś pistolet do głowy przykłada. I mówię do Kasi: "Co to jest?
Jesteśmy na kasie w Lidlu, k**wa? O co chodzi?". "No to jest termometr, mierzą temperaturę". "No dobra, no i jak wyjdzie, że mam gorączkę, to co?". "To nie polecisz". Mówię: "K**wa, z dnia na dzień zostanę bezdomnym w Miami". Hotele zamknięte, k**wa, co ja mam zrobić? Im bliżej byłem tego, wiecie, tego mierzenia, to coraz bardziej się stresowałem. Mówię: "K**wa, jak tu zostanę, bagaże już są w samolocie, już nie wyciągną ich, k**wa, nie".
Zostanę tak jak teraz stoję. Zacząłem się denerwować i mówię: "K**wa, z tego stresu gorączki dostałem, bo już cały zacząłem się pocić. Mówię: "Zaraz przez to nie przejdę". Coraz bliżej jestem, mówię: "Dobra, trzeba zmienić myślenie, nie". Kostki lodu, Islandia, moja była, wszystkie najzimniejsze rzeczy. Podchodzę, mierzy mi temperaturę. "Może Pan wejść". Mówię: "Ufff. Ile wyszło?", "35,2". Mówię: "Kurde, tak mocno myślałem, że prawie sam siebie zaj**ałem, nie".
Potem... Teraz już miałem mierzoną temperaturę wiele razy. Nie wiem, czy zauważyliście, ale temperatury to z d*py pokazują, nie. Nieraz pokazuje 34,9, ja mówię: "K**wa, jak to jest możliwe, trupem jestem?". "Może Pan się gdzieś wyziębił?". Jest lipiec, jest 30 stopni, o co chodzi? To jest poj**ane, naprawdę. I w końcu, wiecie, już w samolocie siadamy, siedzimy, wszyscy w maseczkach, wszyscy przestraszeni. Mówię: "Tutaj to się na bank zarazimy, k**wa, nie.
Do puszki nas j**nęli, tu jest koniec, koniec". I po pół godziny lotu zaczęło mi się kasłać chcieć. I ja po prostu: (odchrząkiwanie). Wiecie, jak trudno powstrzymać kasłanie, jak ci się chce? Tak samo jak się śmiejesz w kościele i próbujesz przestać. Po prostu czujesz, że eksplodujesz od środka zaraz. Ale trzymam, mówię: "Kasia, lecimy już ile, z 6 godzin?", a ona: "Godzinę". K**wa. Patrzę na typa obok siebie, a on: (odchrząkiwanie) Cały samolot cierpi.
W połowie lotu nagle z tyłu słyszę: (kasłanie). Jakiś typ tak kaszle na maksa, ja odwracam się, patrzę, a on w ogóle zdjął maseczkę, bo mu się niewygodnie kasłało w maseczce. I tak kaszle, że normalnie widać płuca w jego mordzie, nie. 3 miejsca przed nim siedzi Pacześ, patrzę na niego, on na mnie, mówi: "Zbijmy go, k**wa". Stewardesy do niego podbiegają, mierzą mu temperaturę i: "Cały czas 39". Na ch** go wpuszczały w ogóle?
Ale do Polski dolecieliśmy i jest tam odprawa, wiecie, jest celniczka nas ogarnia i daje nam taki papier, mówi: "Wypełnijcie ten papier". Ja mówię: "A tu wszystkie dane trzeba podać. Co to jest?". "No, gdzie Pan będzie spędzał kwarantannę". Ja mówię: "No w domu". "No to proszę napisać, gdzie to jest". "A ch** cię to obchodzi, co Panią to obchodzi, gdzie to jest?". Ona: "Bo policja będzie przychodziła i sprawdzała, czy Pan jest w domu".
Jak dla mnie wtedy to było coś, k**wa, szalonego, nie. Teraz się każdy przyzwyczaił. A no tak, policja przychodzi. Wtedy ja miałem: no k**wa. I do tych wszystkich ludzi, co wylądowali, też? Ona: "Mhm". No lipa w ch**, nie, niemożliwe. Podpisałem bez problemu, dałem dokumenty. Następnego dnia już w domu, budzę się i dzwoni telefon. Nieznany numer, odbieram, "Halo?". "Dzień dobry, starszy aspirant Michał Wiśniewski. Pan Łukasz Lodkowski?".
"Tak". "Jest Pan w domu?". "Tak". "To ja jestem pod furtką. Czy może Pan podejść do okna?". On: "Widzi mnie Pan?". "Widzę". "To niech Pan pomacha". Mówię, k**wa, jaki niedowiarek, nie. Myślał, że inny typ nagle podszedł. "A jest Pani Katarzyna?". Kasia zza parapetu: "Jestem tu, jestem, jestem". Ale był bardzo miły, naprawdę. Powiedział, czy się dobrze czujemy, czy nie mamy tam symptomów, czy czegoś potrzebujemy. Ja mówię: "Kurde, jak Pan już pyta, wie Pan co?
Taką, małą Cisowiankę Perlage. Tak za mną chodzi, kurde. Ja wiem, że woda to woda. Ta jakaś taka jest, wie Pan, jakby jakaś taka... Halo, halo?!". K**wa, nie przyniósł, nie. I po ch** się pytasz, k**wa, jak nie przyniesiesz? Taka pomoc. A teraz byłem drugi na kwarantannie w styczniu i teraz kwarantanna trochę inaczej wygląda. Wtedy naprawdę było grubo, teraz jest trochę bardziej lajtowo. I teraz byłem dlatego, że byłem znowu, wiecie, na wyjeździe, bo na wakacje sobie poleciałem w styczniu.
Oczywiście były tylko trzy kierunki, gdzie można polecieć, prawda. Zanzibar, Dominikana i morsowanie, więc wybrałem Dominikanę. I na Dominikanie spoko, bo oni wiedzą, że jest pandemia oczywiście itd., ale tak udają, że się przejmują, nie, że ląduje samolot i parę osób losowo badają, czy mają covid. Tylko mają takie badanie, że jak u nas alkomat, że po prostu dmuchasz. Jest ti-ti-ti, jest albo nie ma, nie, i pokazuje.
I jak wyjdzie, że masz, to cię po prostu wyganiają z lotniska: "Idź stąd, idź stąd, chorowitku, idź stąd". I normalnie jedziesz do hotelu, tylko musisz szybciej wyjdź z lotniska po prostu. To jedyna różnica. A Ty pewnie, stewardeso, miałaś robiony ten test, nie? I miałaś taki, że i do nosa i do gardła? Tylko do nosa. Ja miałem na początku tylko ten do nosa robiony, a raz miałem ten, jak z tej Dominikany wróciliśmy, to chciałem się przetestować, żeby tam się sprawdzić i byłem w takim, takie kontenery porozkładali, k**wa.
Byliście w nich? Wchodzisz normalnie, tam jest jak w filmie jakimś, nie, że tam za szybami są goście, w tych skafandrach całych. "Tutaj proszę zapłacić. Tu kolega wystawi ręce przez te dziury". Ja mówię, k**wa, jak w jakimś takim peep-show w latach dziewięćdziesiątych, k**wa, nie. I on właśnie mówi, że będzie i do nosa i do gardła, nie. Jak do nosa wkłada, to jest tak, jak być ci, k**wa, w mózgu świdrował, nie. Po prostu wkłada i już czuje, że mi okiem wychodzi.
I potem: "Teraz do gardła". Mam nadzieję, że zmienił wacik, bo nie spojrzałem. I mówi: "Może być lekki odruch wymiotny", ja mówię: "No spoko". Wkłada do samego gardła, nie, i trzyma, nie, i trzyma. Pluję na tą szybę tym, patrzę na niego, on stoi tak tyle ode mnie za tą szybą i ma: Jakiś sadysta j**any, nie. Ale z Dominikany wróciliśmy, gdzie znowu te papiery podpisaliśmy, że kwarantanna itd., już byłem przygotowany. No i następnego dnia nikt nie dzwoni.
Jeszcze następny dzień, nikt nie dzwoni. Dopiero trzeciego dnia dzwoni telefon, ja już czekałem, nie, odbieram, mówię: "Halo?", a on "Dzień dobry, żandarmeria wojskowa". No ale powiedzmy, że też Michał Wiśniewski. "Pan Łukasz Lodkowski?". "Tak". "Jest Pan w domu?". Mówię: "Tak", ja już przy oknie stoję, nie. "A gdzie Pan jest?". Myślałem, że się gdzieś schował, wiecie, żołnierz w tym moro, k**wa. Zaraz jak snajper wyskoczy z liści.
"Tu jestem, k**wa!". Mówię: "Gdzie Pan jest?", a on: "Co to Pana interesuje, gdzie ja jestem?". No mówię: "No w sumie ma Pan rację, nie, ch** mnie to obchodzi". I mówi: "A gdzie Pan jest?". Mówię: "W domu". "A jaki adres?". Mówię taki i taki. "Aha. A jest Pani Katarzyna?". Mówię: "Jest". "Proszę ją dać do telefonu". Mówię: "Kasia, do ciebie". "Halo?". "Jest Pani Katarzyna Sobieska?". "Tak". "A jest Pani w domu?". "Tak".
"Jaki adres?". "Taki i taki". I on: "Mhm. Przysięgnij!". To było takie sprawdzenie, nie. (śmiech) A teraz nie wiem, czy pamiętacie, jak ja wyglądałem przed covidem? Ktoś pamięta? Z nagrania Bałagan na strychu, nie. Tak, udało mi się trochę zrzucić. Mam nadzieję, że zauważyliście. Chociaż to, wiecie, zrzuciłem 25 kilo, a dalej jestem gruby, k**wa. Pomyślcie sobie, z jakiego levela startowałem. (śmiech) Bo teraz, teraz ja mam swoją boską wagę, nie.
Ja teraz, taka waga wydawała się dla mnie taka idealna, że jadłem sobie mniej więcej co chciałem, tam jakoś troszkę się ruszałem i się utrzymywała. Ja nie mam pojęcia, kiedy mi ten bęben wyj**ało i tak się roztyłem. Nie wiem, jak to się wydarzyło. Ja się zorientowałem po czasie, po prostu przestałem widzieć stopy, mówię: "K**wa, jakieś wzdęcie mam czy coś". Zacząłem brać espumisany, ulgixy, ale nic nie pomagało. Poszedłem do lekarza, mówię: "Panie doktorze, mam wzdęcie, biorę leki, nic nie dają".
"Ty nie masz wzdęcia, ty jesteś gruby. Bardziej jak knur, jak wieprz, k**wa, wyglądasz". Mówię: "Jezu, jaki poj**any lekarz". Ostatni raz idę do lekarza na dworcu, koniec, k**wa. Stwierdziłem, że muszę coś zmienić, że to już naprawdę jest przesada. Tylko, wiecie, trudno zacząć ćwiczyć, jak jesteś w takiej wadze, no bo co ja, k**wa, pompkę zrobię? Jak się kładłem na brzuchu, to rękami do ziemi nie dosięgałem kompletnie.
Potem próbowałem brzuszka zrobić, położyłem się na plecach i zasnąłem na półtorej godziny po prostu. Mówię: "Może przysiad, nie. Przysiad jest chyba najprostszym ćwiczeniem". Nie ma problemu. W dół łatwo poszło... O k**wa, co mam teraz... Idzie, k**wa. I co mam się na bok przewrócić, k**wa, jak p**da jakaś? Dam, k**wa, radę, nie. I się, k**wa, zes*ałem. Mówię: "Ja p***dolę, żeby się tylko do tyłu nie wyj**ać, k**wa".
I się wyj**ałem, całe plecy miałem up***dolone, tragedia. Uciekłem szybko pod prysznic, żeby Kasia mnie nie zauważyła. Ale nie mogłem tą słuchawką dosięgnąć, żeby cały się obmyć, więc mówię: "Kasia, możesz wejść na chwilę?". Kasia przyszła, po prostu polewała mnie tą słuchawką z dystansu. Ja mówię: "Jezu zimna, włącz ciepłą", a ona: "Musi być zima, żebyś się nauczył, że się nie s*a w gacie". Tragedia. Potem zacząłem szukać pomocy w Internecie i każda siłownia czy trenerzy personalni mają swoje zajęcia dla grubasów i w takim stylu coachowym je nazywają, wiecie, żeby grubasy były dumne, że tam chodzą.
Takie nazwy w stylu, wiecie, Body Combat, Body Attack, Fat Killer. Fat Killer mi się najbardziej spodobało, najgroźniej brzmiało, na to się zapisałem. Poszedłem na pierwsze zajęcia, przychodzę i wszyscy uczestnicy zaczęli kamieniami we mnie rzucać. "Zabijemy Cię, gruba świnio. Giń, grubasie!". W ogóle nie skumałem przekazu Fat Killera. Już to, że spotkanie było w lesie, mogło dać mi do myślenia, nie. Myślałem, że oni nie chcą nosić maseczek po prostu.
Mówię do Kasi: "No i co mam zrobić?". Kasia mówi: "Małymi kroczkami, małymi kroczkami" i kupiła mi krokomierz. I ja pamiętałem tą reklamę Rexony, gdzie był Kubica, żeby tam było 5000 kroków dziennie na dobry początek, ja pójdę krok dalej. 5001, wiadomo. Ale nie miałem pojęcia, jak ten krokomierz działa, naprawdę. Po prostu w domu sprawdzałem, jak on mierzy te kroki. Trzy. Dwa. Mówię: "Kurde". Tam jest jakaś kamerka, jakiś Chińczyk po prostu patrzy na moje nogi przez 24, taką ma robotę trochę po prostu i ma: Ale to było fajne urządzenia, jak czasami w dobry melanż poszedłem, rano się budzę i już 7000 p***dolnięte i półtora dnia mam fajrant, nie.
Ale żeby te kroki wyrobić, chodziliśmy sobie z Kasią na spacerki, chodziliśmy sobie po lesie i powiem Wam, że już na pierwszym spacerze to mi się mega spodobało, bo ja w tamtym czasie raczej nie przemieszczałem się o własnych siłach i dla mnie wszystko było nowością. Po prostu, że idziemy, idę i obrazy się zmieniają, bo się przemieszczam, nie, bo w domu jest odwrotnie: siedzę na kanapie i w telewizorze się zmieniają.
Ja byłem takim telewizorem, który po lesie zapi***ala. Mi się mega to spodobało. I chodziliśmy regularnie i potem była pogoda, że tam za tydzień mają być deszcze itd. i ja mówię: "Kasia, jak będziemy chodzili po lesie, jak będą kałuże, będzie błoto, to co wtedy?". Kasia mówi: "To musimy ci ogarnąć kalosze". Czy ktoś z Panów tutaj na sali ma kalosze na stanie? Nie teraz, tak ogólnie na stanie. Ty masz, tak? Po co masz kalosze?
Mieszkasz na wsi i... Czyli gumofilce masz po prostu. No. To zabrałeś gumofilce. No i to się zgadza, nie. A w mieście to faceci raczej nie chodzą... Jak ja bym w mieście zobaczył typa w kaloszach, to bym sp***dalał, nie. Coś kombinuje, to jest 100%, bo dziewczyny czasami noszą jeszcze. Są takie te kolorowe, takie fajne z gwiazdką, dziewczyny lubią takie kalosze, ale ja wtedy byłem, wiecie, spacerki, byłem zafiksowany na tym.
Mówię: "Kasia, dobra, mogą być kalosze". Tydzień później spadł deszcz, błoto. Kasia mówi: "Idziemy na spacer? To załóż kalosze". Wyciągnęła te kalosze i ja wtedy zdałem sobie sprawę, że w mojej wadze ówczesnej jeden wymiar, jeśli chodzi o rozmiar kaloszy, to już jest za mało, bo ja mam rozmiar buta 44, to jest długość, ale nie ma, k**wa, szerokości. I te kalosze jakieś slim fity mi kupiła, w ogóle nie mogłem nogi w to włożyć.
Próbuję. "Nie no za ciasne, za małe kupiłaś". "Dobre kupiłam. Zdejmij skarpety, bez skarpety wejdzie". Zdjąłem skarpetę, było jeszcze gorzej, bo skóra mi się do tej gumy zaczęła przyklejać. Takie były dźwięki, jakby koszykarze po parkiecie biegali. Mówię: "No nie wejdzie". Ona: "To ja ci stopy masłem posmaruję". "To już weź oliwę z oliwek, chociaż to zdrowsze będzie". Ta oliwa jest z Portugalii, chyba cię poj**ało. Masło wystarczy".
Słuchajcie, jedna kostka masła na każdą stopę. Jeszcze takie mini osełki między palce mi powkładała. Nawet ładnie to wyglądało. "No nie gap się, tylko wkładaj'. Mówię: "Dobra". I włożyłem, moja stopa przeszła przez to zwężenie na kostce i wypełniła każdy milimetr sześcienny tego kalosza. Czułem się jakbym miał takie mega grube, gumowe skarpety, ale kalosze założone, dobra, idziemy na spacer. Poszliśmy na godzinny spacer.
Wracamy z tego spaceru, no dobra, teraz wystarczy zdjąć kalosze. Nawet o milimetr, nie. Mówię: "Kasia, musisz mi pomóc. Położę się na kanapie, ty ciągnij za te kalosze, tylko z całych sił". No dobra, przejęła się, opaskę na czoło założyła, podwinęła rękawy, zaparła się o kanapę: "Mów kiedy!". Mówię: "Teraz!". Odin, dwa, tri, dawaj. I nic, nawet o milimetr. Tak usiedliśmy na kanapie, kurde, teraz tak będę musiał żyć w tych kaloszach?
Takie duże buty będę musiał kupować, żeby te kalosze w te buty wkładać? Zacząłem na YouTubie wpisywać: "jak zdjąć kalosze?". I wyskoczyło mi mnóstwo filmików, jak ludzie po prostu zdejmują kalosze. Ja już byłem załamany. Kasia mówi: "Mam pomysł. Weź nogi do góry, to krew ci spłynie, stopy się zmniejszą i wtedy może da radę wyciągnąć". Ja mówię: "Kasia, jak wezmę nogi do góry, to się wyp***dolę". Ona: "Nie, nie. Połóż się na ziemi i o ścianę oprzyj".
Ja mówię: "A, dobrze kombinujesz. Ile mam trzymać te kalosze w górze?". Ona: "Z 15 minut". Położyłem się, trzymałem 15 minut, próbujemy zdjąć i nic. Ona mówi: "Za krótko trzymałeś". "No ty mi powiedziałaś, ile mam trzymać". "To weź trzymaj tak 45 minut". Mówię, jak ona to w ogóle liczy? Ale mówię dobra, ufam jej, robimy tak. Położyłem się i trzymałem, słuchajcie, bite 45 minut kalosze w górze i już po pół godziny mnie plecy napie***ały, uda, stopy to już nie powiem.
To masełko jakieś zjełczałe chyba już. Wymieszane z moim potem ze stóp, zaczęło wypływać w tych kaloszy i kapać mi na twarz. No jakaś tragedia. Próbujemy zdjąć, nie schodzą. Mówię: "K**wa, Kasia coś ty mi za kalosze, k**wa, kupiła no? Jakieś mordercze! Wiesz co, Kasia? Uj** mi nogi, wiesz. Bez nóg, na wózeczku będzie wygodniej niż w tych kaloszach j**anych!". Dobra, nie płacz, nie płacz, spokojnie. Spokój nas uratuje.
Co mówili w szkole na fizyce, że co? Że jak rozgrzejesz gumę, to się poszerzy. Kasia mówi: "To ja idę po dezodorant i po zapalniczkę". Mówię: "Poczekaj, poczekaj, poj**ało cię? Pod prysznicem, gorącą wodą będziemy lali". A ona: "Aaa". Mówię: "Aaa, k**wa". I wyobraźcie sobie scenę, że stoję po prostu w tym brodziku pod prysznicem w kaloszach i w gaciach i czekam aż ciepła woda zacznie lecieć. Kasia nie wiadomo czemu schowana za drzwiami łazienki, jakby coś miało p***dolnąć zaraz.
Mówi: "Powiedz, kiedy będziesz robił". Ja mówię: "Czekaj, jeszcze zimna leci. Muszę poczekać, aż będzie ciepła". "Dobra jest ciepła". "Mów kiedy". "Dobra". Odin, dwa, tri, dawaj. "Nie jest aż taka ciepła, wiesz? Nic z tego". Ona: "To ja idę wrzątek wstawić". Mówię: "Idź wstaw wrzątek". Cały gar wrzątku, woda się ze 40 min gotowała. My normalnie w salonie, ja w gaciach, w kaloszach, siedzimy ma kanapie, jakiś serial sobie włączyliśmy na poczekaniu.
Kasia poszła sprawdzić, "Zagotowała się, idź pod prysznic". Poszedłem pod prysznic, Kasia wchodzi do łazienki z tym garem, ledwo co go, k**wa, niesie. Ja mówię: "Kasia, Kasia, Kasia, tylko nie lej do środka do kaloszy, dobra? Po zewnętrznej, pilnuj tego, nie do środka, po zewnętrznej" Ona: "Dobra, jasne, jasne". Tak leje, leje, leje, ktoś kukurydzę gotuję? A nie, to mi się stopy gotują! "Przestań lać, przestań lać". Przestała lać, ale kalosze już rozgrzane.
Ja mówię: "K**waaa!". Ona: "Szybko pod zimną wodę, pod zimną wodę". Zaczęliśmy zimną wodą lać, to się zaczęły kurczyć i miażdżyć mi stopy. Mówię: "K**wa, stracę stopy przez j**ane kalosze". Już widzę jak jestem na spotkaniu grupy wsparcia ludzi bez nóg i jest jakiś himalaista, który utknął w drodze na Mount Everest w jakiejś przełęczy i musiał sam oj**ać własną stopę i do mnie: "A Pan jak stracił stopy?". "Za ciasne kalosze założyłem wiesz, za ciasne kalosze". 17 godzin spędziłem w tych kaloszach.
I przy piętnastej godzinie Kasia mówi: "Trudno, jedziemy do szpitala, jedziemy do szpitala". Ja mówię: "I co i ludzie w tych skafandrach, z gorączką, z covidem. Panu co się stało?. Nie mogę zdjąć tych bucików, nie wiem, jak te buciki zdjąć". Mówię: "Operację trzeba przeprowadzić w domu". Wziąłem sekator, no i od góry pójdę no. Pierwsze cięcie i słyszę Kasię: "Nowe kalosze...". Mówię: "Wolę stare nogi niż nowe kalosze".
Ale jak byłem, wiecie, w tej sytuacji i tak leżałem na ziemi z tymi kaloszami w górze i to masełko zjełczałe z moim potem kapało mi na twarz, tak miałem czas, żeby pomyśleć. I tak sobie myślałem, to jest chyba najgorsza sytuacja, w jakiej może znaleźć się człowiek, nie. To jest chyba najgorzej, jak może być, ale zawsze jak mam taką myśl w głowie, parę razy w życiu już miałem w różnych sytuacjach, to przypominam mi się takie zdjęcie, które kiedyś trafiłem w Internecie i na tym zdjęciu widniały 3 tirówki.
K**wy leśne, nie. Nie pytajcie, czego szukałem, nieważne. Stały sobie 3 k**wy leśne i tak mnie... Kto zrobił to zdjęcie, nie? Kto zrobił zdjęcie 3 k**wom leśnym? Ja później jeszcze też to rozkminiałem, może jest jakaś taka wyluzowana tirówka, nie, która ma swój profil na Instagramie, nie, i po prostu wrzuca: "Dzisiaj na 5, k**wa, zapraszam panowie". No kurde, ale nie, chyba nie ma wyluzowanych ku*ew leśnych. One wszystkie są spięte raczej, nie.
W każdym razie na tym zdjęciu, jak się przyjrzałem, zobaczyłem, że nieopodal tych 3 ku*ew leśnych jest taka duża miska wypełniona taką mętną, mleczno-szarą wodą i taka szmatka w niej pływa. No. To nie jest, wiecie, do łagodzenia podniebienia, nie. To jest ich turystyczna podmywajka po prostu, jedna na trzy. K**wa, jakaś tragedia. Ja już miałem ciarki i się porzygałem przy komputerze, ale dobrze, że to zdjęcie zobaczyłem, bo teraz jak mam taką sytuację, że mówię: "No nie może być gorzej", myślę sobie: "Nie, no może być gorzej, k**wa.
To one mają najgorzej". A propos najgorzej, ja mam do Was pytanko. Dajcie mi proszę znać brawkami. Kto z Was jest w takim związku ze stażem tak ponad 3 lata jesteście razem? Dajcie brawka, proszę. Jest troszkę osób, cieszę się. Cieszę się, bo ja jestem po raz pierwszy w takim dłuższym związku obecnie, bo w ogóle z moją dziewczyną teraz w lutym mieliśmy rocznicę i minęło dokładnie jak jesteśmy razem 2 albo 4 lata, coś takiego, nie.
Ale w każdym razie mam wrażenie, że w takim dłuższym związku czasami pojawia się taki jeden dzień, taki jeden dzień, że następnego dnia jest wszystko w porządku, kochacie tę osobę, ale jest taki jeden dzień, jeden dzień, nie, że budzicie się koło tej swojej drugiej połówki i macie takie... "Ty k**wo, ty k**wa, się wj**ałem, k**wa". Jeden dzień, nie. Cieszę się, że też tak macie, bo jak pisałem kiedyś ten żart, to miałem takie w głowie: czy ja jestem jakimś psychopatą?
Bałem się, że to będzie jeden z tych żartów, tak komicy czasami mają, nie, że: "Macie czasami tak, że się zes*acie i potem te g*wno bierzecie na palec...? Nie, nie? Ja też nie. Ale ja też nie, ja też nie, ja też". Bałem się, że to będzie jeden z tych żartów. Ale ja w trakcie samej pandemii, ja ten dzień miałem już dwa razy, nie. I jak już mam ten dzień, jestem na tej emocji, to mam ochotę, żeby ona też była wk**wiona.
Tylko nie chcę, żeby była na mnie wk**wiona, to jest bez sensu. Chcę, żeby była wk**wiona na siebie. Taki psychopata ze mnie wychodzi. Po prostu budzę się, poprzeklinam trochę i schodzę na dół, otwieram jej torebkę... O, klucze. Do tej szuflady nigdy nie chowa, o. Co jeszcze? O, wodoodporny fluid w tubce. Idealnie. Otwieram tę tubkę i kładę na kanapie, tak pod poduszeczką, tam, gdzie Kasia zawsze siada, jak jemy śniadanko, nie, i pułapka gotowa.
I szykuję śniadanko, jak gdyby nigdy nic. I Kasia rano się budzi, wstaje, mówi: "O rany, szykujesz śniadanko", mówię: "No pewnie, kochanie, siadaj sobie, siadaj, siadaj". I ona siada, ja przynoszę śniadanko, ona: "Może jakiś serial obejrzymy?", ja mówię: "No pewnie, co byś chciała obejrzeć?, "Może Przyjaciół?", ja mówię: "No pewnie, Przyjaciół można w nieskończoność". I oglądamy, jemy... Ha ha ha, ah ten Chandler". I kończymy śniadanko, Kasia mówi: "To może ja pozmywam?".
Mówię: "Kasia, proszę cię. Ja przygotowałem, chciałem też pozmywać, chciałem zrobić dzisiaj wszystko dla ciebie". "Nie, naprawdę pozwól mi chociaż pozmywać. Tak mi głupio". Ja mówię: "No dobra, żeby ci nie było głupio, to okej, to pozmywaj". I wstaje i jest taka brązowa plama pod nią na kanapie. Mówię: "Co ty, zes*ałaś się tutaj? Co to jest?". A ona: "O boże, mój fluid". "Gdzie ty fluid zostawiasz?". "Na bank tu nie zostawiłam".
"No k**wa, krasnoludki przyszły i ci podłożyły, tak?". Ona: "Nie, no przepraszam ciebie". "Co przepraszam? Kanapa jest do wyrzucenia. To się nie spierze już, rozumiesz?". A ona: "O boże". (śmiech) Jest wk**wiona. Jeszcze mnie przeprasza cały dzień. Tylko najgorsze jest, że jak taki numer robię, to ja kompletnie nie liczę się z konsekwencjami, bo kanapa naprawdę jest do wyrzucenia, to się nie spierze. Chociaż tę kanapę tak lubiłem, chciałem ją uratować, więc oddałem ją do tapicera, tylko musiałem ją wynieść z chaty, więc musiałem zadzwonić po mojego ojca, żeby mi pomógł.
A jak ktoś zna trochę moje stand-up'y, to wie, że jeśli chodzi o prace fizyczne, to z ojcem mam bardzo skomplikowaną relację. Ja z nim robiłem wszystko, on uwielbia wszystkie takie rzeczy, ale najbardziej lubi wnosić i wynosić rzeczy. Nie wiem, skąd mu się to wzięło. Ja wynosiłem z nim setki rzeczy, lodówek, z lodówkami jest najfajniej, najfajniej z lodówkami. Bo jak normalnie przynosi się nową lodówkę, to on mówi: "Tą starą zanieśmy na razie do garażu".
Na wypadek czego, k**wa? I potem znowu wymieniamy na kolejną i mówi: "To tą z garażu weźmy do szopy, a tamtą do garażu". Mamy całą dynastię lodówek, k**wa, na chacie. Potem sprawdzałem, co on tam ma w szopie, to on lodówkę ma, otwieram, a tam narzędzia se poukładał. No k**wa, szafkę se zrobił, nie. No nie miałem wyjścia. Zadzwoniłem do niego, mówię: "Tato, muszę wynieść kanapę. Pomożesz mi?". "Będę za 20 sekund". Był za 15, jeszcze kotleta żuł w buzi.
On po prostu uwielbia. Kto lubi wynosić rzeczy, k**wa, nie? Pudzian, nawet jemu się znudziło, przestał nosić już, k**wa. Teraz się napi***ala, z tych nerwów od wynoszenia pewnie. A mój stary przychodzi, mówię: "Dobra, tato, chodź, bierzemy kanapę", a on: "Poczekaj, poczekaj, poczekaj. Trzeba się zastanowić, jak ją wziąć". No jak we dwóch można wziąć kanapę? No jeden z jednej, drugi z drugiej, nie. Co on rozkminia w tym czasie, że co? Że we dwóch z tej ciągniemy?
Nie, bez sensu. We dwóch z drugiej pchamy? Nie, zakręcimy. Ja przez okno wyrzucę, młody złapie? Nie, nie da rady, nie złapie. W końcu mówi: "Wiem! Ty weź z tej, a ja z tej i ty pójdziesz pierwszy". No żeby cały ciężar na schodach trzymać, wiadomo, nie. Słuchajcie, w momencie kiedy kanapa odrywa się od ziemi, to już nie jest moja operacja. Mój stary przejmuje kontrolę, on jest dyrektorem całego eventu, nie. Ja po prostu nie mam nic do gadania.
I wielka ta kanapa była, im bliżej framugi, on tak mówi: "A nie wiem czy się zmieści, ale jakoś weszła, to jakoś wyjdzie, k**wa". I po prostu i tak jeszcze, im ciaśniejsza klatka schodowa, tym bardziej jest zachwycony. Takie niejasne wskazówki daje. Niesiemy te kanapę, a on nagle: "Bardziej w prawy skos". A on, wiecie, stoi przodem do mnie i skos na górze idzie tak, k**wa, nie wiem, co mam zrobić, nie. Mówię: "Ale co to znaczy?".
On: "Nie wiesz, co prawy skos znaczy?!". No nie wiem, może jestem idiotą, k**wa, nie wiem, nie wiem. Jest tak podekscytowany, że czasami nie wiem, czy wynoszę z nim kanapę, czy jestem na koncercie Zenka Martyniuka. Niosę kanapę i zza pleców słyszę: "Dalej, wyżej, mocniej, Ostróda!". Za dużo pozytywnej energii. Znaczy wiecie, jak byłem w tej wadze cięższej, teraz jestem też w ciężkiej, jak byłem w tej mega ciężkiej wadze, jak już u tego lekarza z tym bębnem byłem, zastanawiałem się, gdzie jest...
Kiedy to się wydarzyło? Kiedy to się, k**wa, wydarzyło, nie? To nie tak, że masz pecha i jesteś gruby, nie. To nie jest tak, że masz: "Ale mam pecha, k**wa, jestem gruby". Jakby cię samochód ochlapał, nie. A, k**wa, jestem gruby. Zastanawiałem się, skąd to się wzięło i wiecie, mam wrażenie, że moja dziewczyna mnie tuczy. Naprawdę, bo ona kupuje mnóstwo słodyczy, a ona nie je słodyczy. Po prostu idzie do sklepu, mówi: "Idę po chlebek, chcesz coś?".
Ja mówię: "Nie, ale tylko chlebek?". "Tylko chlebek, chyba że coś chcesz". "Ja nic nie chcę". "Tylko chlebek?". "Tylko chlebek". I wraca z 5 siatami, z czego 2 siaty to są słodycze i wszystkie moje ulubione: Snickersy, 3Bity, te torciki wedlowskie, wszystkie ukochańsze, patrzę i mówię: "Kasia, będziesz to jadła?". "Nienormalny jesteś? Wiesz, ile to ma kalorii?". "To po co to kupujesz, jak wiesz, że ja mam słabość do tego?".
"Nie chcesz, to nie jedz". Jeszcze gdyby w jednej szafce zostawiała, nie, że wiecie, że mam bana na tę część mieszkania, ale ona po całej chacie rozkładała. S*am sobie na kibelku, patrzę, Snickers na pralce leży. No i weź go nie op***dol, no. Kładę się spać, coś twardego pod poduszką. Wyciągam, torcik wedlowski, już nawet otwarty, żebym się nie zmęczył otwierając przypadkiem. I pomyślałem sobie wtedy, jak jeździmy regularnie w trasy, że w trasie będę pilnował diety i to się jakoś wyrówna, to zaczyna mi szykować jedzenie na trasy.
Jadę, ona: "Mam dla ciebie jedzonko jeszcze". Ja mówię: "Kasia, nie chcę żadnych słodyczy". "Nie, nie, to nie słodycze. W ogóle za dużo jesz słodyczy. Takie coś normalnego, żebyś w McDonald'ach nie jadł". Ja mówię: "Co to jest?". "Kabanosy". Mówię: "Dobra, mogą być kabanosy". "6 kilo". Ja miałem oddzielny bagaż podręczny na kabanosy. I ona jest sprytna, bo ona jest malutka i chudziutka, ona waży poniżej 50 kilo. W ogóle mam wrażenie, że jakby my we dwójkę tworzymy statystycznie dwie osoby, że jakby nas skleić razem i ciachnąć na środku, dwie osoby, bo jak ja w szczycie mojej wagi, słuchajcie, w hotelu wsiadałem do windy i w windzie byli jacyś ludzie i widzieli, że ja wsiadam, to zaczynali liczyć osoby.
Chyba da rade, k**wa, nie, ale nie wiedzieli, czy ja jestem 2, 3 czy k**wa 4, nie, więc już mieli wątpliwość. Jak z Kasią wsiadałem, mówili: "Dwie osoby, idealnie". Tak samo jak do samolotu wsiadałem, żeby znaleźć swoje miejsce, a jacyś ludzie już siedzieli na swoich miejscach w samolocie i widzieli, że wsiadam i wszyscy mieli, wiecie, "K**wa, żeby koło mnie nie usiadł". Ludzie różańce wyciągali, "Ja wcześniej prosiłem o dziadka, ale zmieniam, żeby ten gruby koło mnie nie usiadł błagam. 12 godzin do Tajlandii, błagam".
Co jakiś fotel mijałem, to słyszałem "Uff. Uff. Uff". A jak z Kasią wsiadałem, to było idealnie. Widzieli dwie osoby, usiądą koło siebie, idealnie. Jak raz, słuchajcie, sam leciałem do Anglii, jakimś tam Wizz Airem czy Ryanairem, już kilka razy leciałem i powiem Wam, że do Anglii zawsze mnie zaskakuje to, że odprawa za godzinę i wszyscy już stoją normalnie. Jeszcze 58 minut. Ja tego nigdy nie zrozumiem, ale w końcu odprawa ruszyła, stanąłem na końcu kolejki i tak patrzyłem sobie na ludzi w kolejce, wiecie, z kim będę leciał, nie.
I patrzę i tak większość tacy chudziutcy, szczuplutcy, tylko jeden taki gość, wtedy nawet grubszy ode mnie i też tak na mnie spojrzał. Ja myślę, że już w tym momencie wiedzieliśmy, że będziemy koło siebie siedzieli... Wiecie, tak działa życie. To prawo Murphy'ego, to jest to 100%, ja nie mam żadnej wątpliwości. I wsiadałem od tyłu samolotu, miałem środkowe miejsce na trójce z prawej strony. No i idę, podchodzę, oczywiście gruby od okna już siedzi i do mnie: "Eee!".
On też był pewny, nie. Ja się zdziwiłem, że kwiatów naprędce nie przygotował, żeby mnie przywitać. Gość od korytarza już był trochę przestraszony, nie. Mówi: "Dwóch k**wa, dwóch, dwóch, k**wa". Usiadłem na swoim miejscu, oczywiście podłokietnik od grubego od razu do góry, żeby nas nie uwierał. Skleiliśmy się do siebie i słuchajcie, pasowaliśmy do siebie jak dwa klocki Tetris. Po prostu idealnie wypełniliśmy tę przestrzeń.
Tam nie było ani grama powietrza. Mówię: "Kurde, to jest coś wyjątkowego". Nie mogłem, musiałem pas zapiąć, nie mogłem zerknąć, bo się skleiliśmy, gdzie jest pas i tak ręką szukam tego pasa. Ja mam takie: "Kurde, moim pasem się zapiął". Teraz cały ten czar pryśnie, jak mu zwrócę uwagę, nie. To coś zniknie po prostu. Jak spojrzałem na niego, ale on chyba z moich oczu wyczytał i mówi: "Pewnie Twoim pasem się zapiąłem, nie?", ja mówię: "Dokładnie".
Słuchajcie, coś zaiskrzyło. Ja miałam ciarki, nie. To było jak w komedii romantycznej, całą drogę gadaliśmy. "Co jeszcze lubisz, no co?". Stewardesa w połowie lotu idzie: "Coś zamawiacie, Panowie?", a my: "Wiadomo, k**wa". "O, też masz swój majonez. Jakie są szanse?". Do tej pory ze sobą korespondujemy. Kiedyś nawet dopłaciliśmy w Ryanair, żeby siedzieć koło siebie, a raczej nie koło siebie, tylko w jednej trójce. Ja od korytarza, on od okna, żeby zobaczyć minę tego typa w środku, nie. (śmiech) Tylko kanapkę wyciągnął, a my: "Mmm". (śmiech) "Macie".
Ale to wrócę do mojej Kasi, bo moja Kasia uwielbia ciuchy, tylko nie musi mieć drogich ciuchów, ale musi mieć w ch** ciuchów. I im tańsze, tym lepsze, nie. Ona jest królową Sinsaya. Ona wraca z Sinsaya z 5 torbami, mówi: "Za 300 zł 70 t-shirtów". Ja mówię: "Co my bazar otwieramy? Co się dzieje?". "Nie, to dla mnie wszystkie, dla mnie. Takie jednorazówki, jednorazówki". To po ch** to kupujesz w ogóle, nie? Ona myśli, że jak dzisiaj promocja jest czy coś, to ona zarabia pieniądze, nie.
Takie ma podejście. Kiedyś kurtkę przynosi: "Zobacz, z 1400 zł na 200 zł". Ja mówię: "Kasia, gdzie 1400 zł w Sinsayu? W ch**a cię robią i tyle". A raz do mnie przychodzi i mówi: "Łukaszu, jutro jest wielka wyprzedaż w PLNY". Ja mówię: "Po jakiemu ty mówisz, k**wa? Po polsku powiedz". "Wielka wyprzedaż w PLNY". "Co to znaczy?". "No wyprzedaż ciuchów jest, jutro w sklepie w PLNY". Ja mówię: "A, PLNY, ta marka, dobra". "Jest, słuchaj, ta kurtka, wypatrzyłam sobie, nie.
Z 800 zł na 200 zł, nie, i jutro ja bym chciałam tam pojechać, żeby ją trafić. Sklep otwierają o 10, więc ja bym pojechała tam o 8 rano, żeby na pewno była. I może byś ze mną pojechał?". Chyba mnie poj**ało, żeby 2 godziny przed zamkniętym sklepem stać. Oczywiście tak pomyślałem, powiedziałem: "No pewnie, że z tobą pojadę. Jasne, że tak". Początek związku, nie. I pojechaliśmy, ja byłem, słuchajcie, pewny, że będziemy dwójką zj**ów przed zamkniętym sklepem.
Przyjeżdżamy i jest ze 30 osób w kolejce. Na końcu... I wszyscy przygotowani, termosy mają, coś tam. My w ogóle nieprzygotowani. Po godzince Kasia mówi: "Idę się odlać w bramę, trzymaj kolejkę". Ja mówię k**wa, jak bardzo musi komuś zależeć na kurtce, żeby szczać w bramie, nie? Wraca z tej bramy z falafelem, już nie pytam, czy kupiła, czy znalazła, ch** mnie to obchodzi. Czekamy 2 godziny, otwierają sklep, mówię: "No chociaż punktualnie".
Wychodzi ochrona i mówią: "Wpuszczamy po 5 osób". Ja mówię k**wa, kiedy my wejdziemy. Ze 30, nie no tak pewnie godzinka i będziemy. Pierwsze 5 osób wyszło po 40 minutach i każdy z workiem ciuchów. Ja mówię co to, jakieś poj**y tu przychodzą, że kupują worki ciuchów i od razu do Caritasu wpi***alają: "A tam, idę dalej, k**wa". Jacyś pop***doleńce, nie. Ale w końcu czekaliśmy 3 godziny, aż będziemy pod drzwiami. Jesteśmy pod drzwiami, ochroniarz otwiera, mówi: "Mogę wpuścić 2 osoby", patrzy na mnie "O, nie da rady", a ja: "Nie, ja z nią, z nią jestem".
"A to 2 osoby. Dobra, wchodźcie". Wchodzimy, oczywiście jestem przerażony, że nie będzie kurtki, ale wchodzimy, jest, od razu ją widać. Ja mówię: "Jest, k**wa, chociaż to", bo bym się wk**wił, nie. Podbiegam do tej kurtki i Kasia: "Ja wiem... Jakaś taka... Jakby trochę inne odcień, nie? Niż na zdjęciu było. Jakaś taka...". "Weź tę kurtkę, nie". "A no nie, wiesz, chyba nie będę jej nosiła". Ch** mnie to obchodzi. "5 godzin czekania, naprawdę, no bierz tę kurtkę.
Bez tej kurtki, k**wa, nie wychodzę. 5 godzin, zlituj się!". A ona: "No ale nie będzie do niczego pasować, nie będę jej nosiła". Ja mówię: "To k**wa, psu damy, naprawdę. No bez tej kurtki nie wychodzę. No zlituj się, szczałaś w bramie, k**wa. Bierzemy tę kurtkę". Ona: "Nie będę brała, nie będziesz mi rozkazywał, co mam kupować. Nie będę brała tej kurtki". Ja mówię: "Kasia, no k**wa, zlituj się, błagam cię. 5 godzin. Nie możemy wejść, k**wa, po 5 godzinach i nic nie wziąć.
Weź cokolwiek. Zamknij oczy, sięgnij po coś, ch** mnie to obchodzi, co to będzie, nie. Bierz coś i wychodzimy z tym". Ona: "Dobra". "Może te kalosze ci wezmę, co? Może te kalosze?". Najgorsze zakupy na świecie. I Kasia, wiecie, ona jest jedną z tych osób, które zawsze zasypiają na filmie. Ja wiem, że mnóstwo jest takich osób, ja znam sam kilka, ale ona zasypia wyjątkowo, naprawdę, po prostu na każdym. Ja na początku związku, wiecie, pierwsze 3 filmy zasnęła, to było takie/: "Ooo, ale musiała być zmęczona", nie, ale 9, 10 film to już masz...
Ale spała twardo za każdym razem, nie. W końcu mówię, jak to zmienić? Wiem, może z rana obejrzymy film. Przygotowałem Incepcję, ona nigdy tego nie widziała, mówię no na tym, k**wa, nie zaśnie i poczekałem do weekendu, tak koło 12 mówię: "Kasia, wyspałaś się?". "Wyspałam". "Ile spałaś?". "14 godzin". Mówię, k**wa, to się wyspałaś. "Oglądamy film?". "Oglądamy". 15 minut, (chrapanie). No kurde, to jest silniejsze od niej.
Raz, słuchajcie sam obejrzałem taki film "Truposz" i bardzo mi się podobał. Mówię jej: "Takie fajne, artystyczne kino" i ona: "Kurde, brzmi fajnie. Też bym go obejrzała, ale sama to nie obejrzę. Może byś ze mną obejrzał?". Ja mówię: "Dobra, mogę z tobą obejrzeć drugi raz. Nie ma problemu". Oglądamy, pierwsza ważniejsza scena, patrzę na Kasię, a ona: (chrapanie). Mówię: "Kasia, no k**wa oglądasz czy nie oglądasz? Ja już to oglądałem, to nie muszę oglądać, nie", a ona: "Oglądam, oglądam, oglądam".
"To co się przed chwilą wydarzyło?". "A weź cofnij". Wybrnęła, nie? Mówię: "Kasia, czy ty kiedykolwiek obejrzałaś jakikolwiek film do końca?". Ona: "No pewnie. Prawie wszystkie". "Kojarzysz Skazani na Shawshank? Oglądałaś Skazani na Shawshank?". "Oglądałam". "I jak się kończy?". "No ten dziadek, kolega głównych bohaterów, wychodzi z więzienia i się powiesił". Ja mówię: "Nie. Ten biały przez ścianę ucieka z tego więzienia".
Ona: "No co ty gadasz". Mówię: "Kasia, jaki jest twój ulubiony film?". "Titanic". "Titanic. To o czym jest?". "No DiCaprio i Kate Winslet zakoch**ą się w sobie pomimo przeciwności". "Kasia, nawet historycznie, co się stało z Titaniciem?". "No nie p***dol, że oni zginęli". Ulubiony film. I też wiecie, Kasia jest jedną z tych osób, które... Po prostu dużo mówi, nie. Bardzo dużo mówi, ale ja też nie jestem tym gościem, który mówi: "A moja dziewczyna zawsze coś p***doli".
Ja naprawdę, ja lubię jej słuchać, bardzo lubię jej słuchać. Tylko ona jak za długo milczy, to ona ma taki licznik 15 sekund i dostaje prawie ataku paniki. Ona myśli chyba, że jej łeb wybuchnie, jak będzie cisza tyle trwała, nie. Ja nie mogę patrzeć, jak ona się męczy, a teraz w tej pandemii, wiecie, mamy przegadane, k**wa, wszystkie tematy po 1000-kroć i po prostu raz był moment, że prawie 15 sekund była w ciszy. Ja próbuję podbijać każdy temat, żeby to się nie wydarzyło.
Raz po prostu już nie było nawet w głowie myśli żadnej, co powiedzieć i ona tak siedziała... Dawaj, dawaj. "Wróbel na parapet wczoraj przyleciał". Ja mówię: "Który parapet? Tu czy w kuchni? Duży był, mały? Chłopak, dziewczynka?". Podbijam, k**wa, wszystko, nie. Nie mogę patrzeć, jak się męczy. I raz stwierdziła, że pójdziemy sobie do restauracji, nie, pójdziemy do restauracji. Ja mówię: "Kasia, teraz restauracje są zamknięte", a ona: "Znalazłam taką grupę, że są niektóre otwarte i się umawiasz na rekrutację i możesz normalnie zamówić wszystko i tak dalej".
W ogóle pomyślcie sobie, w jakich my, k**wa, czasach żyjemy, nie. Czy ktoś 1,5 roku temu by o tym pomyślał, nie, że trzeba będzie takie numery robić? Albo pamiętacie, jak fryzjerów zamknęli? Kto był na czarno u fryzjera z was na sali? Dajcie brawa, jak ktoś był na czarno u fryzjera. Czy to nie jest pop***dolone? Ja też musiałem iść oczywiście, bo Kasia mówi: "Ja cię ostrzygę", ja mówię: "Ni ch**a, nie". I normalnie na Fejsie pisałem: Czy ktoś zna jakiegoś fryzjera?
I dostawałem wiadomości w stylu: "Jest na Bemowie taki domek, powiedz, że jesteś od Patryka". I ja normalnie dzwoniłem: "Tomek?". "Tak". "Jestem od Patryka". "Aha". "Ja po płyty". "Mhm. A jakie te płyty, męskie czy damskie?". "Męskie". A długie czy krótkie?". K**wa, wszystkie ustalenia, nie. Ale wracając do restauracji, Kasia mówiła, że znalazła restaurację, że nas przyjmą, że będzie spoko. Ja nie chciałem za bardzo iść, bo wiecie, 8 godzin gadałem w domu, teraz pojedziemy tam, żeby, k**wa, tam pogadać.
Bez sensu, ale chciała, to się oczywiście zgodziłem. Pojechaliśmy do tej restauracji i tam nas posadzili, wiecie, gdzieś w kącie pokoju, żeby nas z witryny nie było widać. Wielki bukiet kwiatów na stole, żeby nas trochę przesłonić. I tak siedzimy, zamówiliśmy jedzonko i tak czekamy i nagle słyszę takie: Yyy! Yyy! Yyy! Patrzę, mucha leci. I nagle słyszę tam dalej ktoś tupie, ktoś toast wzniósł, kieliszki się zderzyły, ktoś szura.
Ja mam takie, coś się, k**wa, dzieje. Kasia nic nie mówi. Ja zacząłem inne dźwięki słyszeć. K**wa, ja już tego nie słyszałem od lat. Ja się poczułem, jak ci niewidomi, co są takie filmiki na YouTubie, co im siatkówkę przeszczepiają i oni otwierają oczy i mają "Ja p***dolę!". Ja miałem dokładnie to samo, mówię: "Jezu, ile dźwięków jest". To jest Mozart, k**wa. Ktoś szurnie, tam coś, mówię: "Jezus, ile emocji, nie". Mówię, Kasia jest cicho, ja nie zapeszam.
Jeszcze się za ten bukiet bardziej schowałem, mówię: "Ja p***dolę, niech to trwa, nie". Po prostu miałem jakaś euforię... I wszystko, i żarówka, Jezu, prawie jak mucha, zaj**iste, nie. I tak Kasia przez 5 minut była cicho i nagle ona bierze mój kieliszek wina i wlewa do swojego. Ja mam takie: "Co ty robisz?", a ona: "A! Myślałam, że do kibla poszedłeś". Dlatego była cicho przez 5 minut. Jeszcze ją przyłapałem, że mi wino podpi***ala.
Sobie przypomniałem wcześniejsze wyjścia do knajp i zawsze ona naj**ana z pełnym kieliszkiem i do mnie: "Ale ty szybko to wino pijesz". Naprawdę, ja tak szczerze lubię, jak ona mówi. Jest po prostu tylko jeden moment, kiedy mnie to irytuje delikatnie, delikatnie. Jak kładziemy się spać i tak coś tam pogada, nie, mówi: "Dobra, to idziemy spać". Dobranoc, dobranoc, gasimy światełko, kładę się i już chcę odpłynąć w ramiona Orfeusza i nagle słyszę, zawsze jakiś monolog musi p***dolnąć znienacka, nie.
Mówi: "Kaloryfery jakoś gorzej grzeją w tym roku, nie? Ten w łazience normalnie, ale ten w kuchni dużo gorzej, a w salonie, zobacz, mamy dwa kaloryfery, jeden obok drugiego, oba na piątkę, a ten tak grzeje, a ten tak grzeje. Tak leżę, mówię, po co ona mi teraz to mówi, nie. To jest najgorszy moment na taką rozmowę. Ale tak sobie myślę, i tak jest ciemno, zatkam sobie uszy i tak odpłynę sobie, nie. I zatkałem, tylko słyszę: (mamrotanie).
I słuchajcie, już prawie zasnąłem, już zaczęło mi się coś śnić, że biegłem tak szybko, że wszystkie psy nawet wyprzedzałem, nie, i nagle czuję, że ktoś mnie szarpie. Otwieram oczy, patrzę, Kasia nade mną siedzi, światło zapalone, odtykam uszy i ona: "Czy ty zatykasz uszy, jak do ciebie mówię?!". Ja: "Nie, nie! Mnie zaswędziało". I awantura do 5 rano. "Co jeszcze robisz, czego nie widzę?". Ja mówię: "Nic, k**wa, nic".
Też jak Kasia rzuciła swoją pracę na etat i stwierdziła, że będzie ze mną częściej w trasy jeździła, no oczywiście ja mówię, że spoko, ja nie mam problemu żadnego, tylko mówię, że tam trzeba dojechać. Ona: "Nie ma problemu, nie ma problemu". Oczywiście zapomniała, że czasami się jedzie po 4/5 godzin i mówi: "Gdzie masz najbliższy występ?", ja mówię: "W Rzeszowie", ona "Super. Nigdy nie byłam na Podkarpaciu". Ja mówię "Kasia, nikt nie powinien być na Podkarpaciu, ale jak chcesz, to jedziemy".
Hejter Podkarpacia. Dobrze, j**ać ich, j**ać ich! Pisowskie k**wy, j**ać ich! (śmiech) Oczywiście to jest nie hejt na Podkarpacie, zrozumcie. W każdym razie, Kasi się oczywiście znudziło od razu to podróżowanie, ale zawsze do mnie dzwoni, jak jestem po występie i kiedyś byłem gdzieś w Zamościu i ona do mnie zadzwoniła po występie i wtedy się bardzo źle czuła, była przed okresem, jeszcze była podziębiona i dzwoni do mnie i mówi: "Głowa mnie boli, brzuch mnie boli".
Ja tak mówię: "No wiesz, Kasia, ja jestem teraz w Zamościu, więc weź Nospę i k**wa, cierp, nie". Co ja ci poradzę z Zamościa teraz, nie? A ona: "Ale ja się czuję taka gruba, taka brzydka. Nigdy tego nie zrozumiesz!". Ona chyba nie wie, jak ja wyglądam. Zawsze tylko na pieska, na pieska, zaryzykuj raz, k**wa! Jest taka trasa Please, Stand-up!, bardzo Wam polecam, tam jestem regularnie gospodarzem na tej trasie i kiedyś mieliśmy taką trasę, że były 4 dni występów, 3 dni przerwy i 4 dni występów i na koniec pierwszej części trasy, 4 dnia, już wszyscy się do domów mieliśmy rozjechać i tak gadałem sobie z Błażejem Krajewskim i Michał Leją, oni też na tej trasie ze mną byli i właśnie tak gadamy, wiecie, że każdy już trochę stęskniony za drugą połówką, no każdy chciał poru**ać już, nie.
No i tak sobie gadamy, no i tak Błażej nagle mówi: "Ej, chłopaki, a chodźcie zrobimy tak, że każdy wróci do swojej dziewczyny, to po seksie każdy do swojej powie: "Ale żem się spuścił w Tebie hej". Ja mam: "Co?". "No wiesz, że każdy do swojej dziewczyny po seksie powie: Ale żem jest spuścił w Tebie hej i zobaczymy, jak zareagują". A ja mówię: "K**wa, podoba mi się, nie. Robimy to. Umawiamy się, nie." Po tej przerwie wróciłem na trasę, oczywiście tylko ja to zrobiłem, wych**ali mnie.
A ja to jeszcze stuningowałem, bo zaczęliśmy i zrobiłem: "Ale weszed!". I Kasia tego nie skomentowała. I po wszystkim się kładę obok i mówię: "Ale żem się spuścił w Tebie hej". I ona: "Co ty powiedziałeś?". Ja mówię: "Nie, tak z Michałem, z Błażejem", wszystko jej opowiedziałem. I ona: "To ty przez cały seks myślałeś tylko o tym, żeby to zdanie do mnie p***dolnąć?". Ja mówię: "No prawie ze śmiechu nie wytrzymałem". "Dlatego tyle to trwało, k**wa".
Nie, ale ja uważam, że w seksie też można sobie pożartować. Kiedyś tak w momencie ekscytacji Kasia do mnie mówi: "Mów do mnie brzydkie rzeczy", a ja: "Popek, Ruciński, Multipla", całą wiązankę jej wyj**ałem. W ogóle zauważyłem, wiecie, że Kasia podłapuje trochę moje poczucie humoru, wiecie, już takie, takie ciężkie, bo ja na scenie staram się nie żartować sobie ze wszystkiego, znaczy prawie ze wszystkiego, nie, bo ja na przykład staram się unikać żartów homofobicznych czy rasistowskich, żeby jakiś rasista czy homofob nie zrobił jak ten typ na Podkarpacie, nie.
"J**ać ich", nie, że nie zrozumie żartu itd. Więc na scenie raczej takich żartów nie mówię, ale w domu uwielbiam, nie. Wszystkie antysemickie, wszystkie takie, im straszniejszy, k**wa, żart, tym lepiej, nie. Słuchajcie, to na pewno wytną, co teraz powiem, nie, to się wytnie, ale powiem Wam dowc**, który opowiadałem regularnie w rodzinnym gronie, gdzie tylko ja się śmiałem, nie. To jest dowc** z Internetu, to nie jest mój dowc**, to jest dowc** z Internetu, nie, że gada sobie dwóch kumpli i jeden mówi do drugiego: Stary, moja żona jest taka zboczona, nie, ona tylko anal i anal, k**wa.
Ona jest strasznie zboczona. Ten drugi: A jaka moja jest zboczona, nie. Moja lubi, jak ja jej się spuszczam do buzi i ona tego nie połyka, wręcz takie bańki puszcza, czeka aż to powoli spłynie jej samo do gardła, siłą grawitacji i.... Znaczy ona jest sparaliżowana, ale widać, że to lubi. I u mnie wszystkie ciotki: Ja lubię takie żarty. (śmiech) Ja w domu nie mam żadnych granic żartów, nie. Ja czasami moich rodziców tak rozmieszę, że oni się śmieją i płaczą jednocześnie i nie płaczą z radości.
Kiedyś tak mamę rozśmieszyłem, że ona po prostu... "Łukasz, naprawdę wyjdź już, nie. Babcia dopiero dwa dni nie żyje". A to klasyczny żarcik z głośnikiem Bluetooth, prawda, schowanym do szafy. Mama mija szafę i nagle ma wiadomość: "Ewa, to ja, twoja mama". "Aaa! Wyj**cie tę szafę!". I ojciec: "Łukasz chodź, wynosimy szafę, wynosimy szafę." Ja też kiedyś byłem w trasie i tak byłem kilka dni, se tak samochodem jeździłem i tak...
To jest nuda raczej, to jest takie męczące dla komików bardzo i takie depresyjne. I tak trzeciego dnia jechałem tak właśnie trasę z 5 godzin i każdego dnia tak kiepsko logistycznie rozłożone te miasta i jadę sobie i tak w połowie drogi taki smutek mnie dopadł, jakiś taki marazm, nie. Brakowało jakby rozrywki jakiejś. I patrzę, i stoją 3 k**wy leśne, nie. Mówię, a zatrzymam się, że nie po to żeby je ru**ać, oczywiście. nie.
Chyba bym się porzygał, k**wa. Oczywiście z całym szacunkiem do ku*ew leśnych. Mówię, zatrzymam się, żeby pogadać sobie dla beki, nie. One pewnie też nie mają do kogo mordy otworzyć, nie. (śmiech) Więc się zatrzymuję, mówię: "Co tam dziewczyny?". W ogóle nie chciały ze mną gadać, ta jedna podeszła "Za loda 50 zł", ja mówię "A 37,50 jakie drzwi otwiera?", nie. I tak ona coś tam gada i tak trochę odpłynąłem swoimi myślami i takie poczułem wyrzuty sumienia w środku, że no kurde, jednak jestem z Kasią, nie powinien nawet dla beki z tymi k**wami gadać, nie.
Tak już coraz bardziej mnie to ściskało w żołądku, że nawet mózg mi płatał figle, że widziałem po prostu Kasi twarz we wstecznym lusterku i przez to moje zamyślenie słyszę, jak ta k**wa mówi jak we śnie: "Ja nie będę ryzykowała, że mi zajady popękają za 37,50". I nagle zza siebie słyszę: "Co ty k**wa robisz?". Patrzę, Kasia siedzi na tylnej kanapie. Zapomniałem, że jest ze mną w trasie, tylko poszła sobie spać z tyłu.
I mówię: "Kasia, czekaj, zaraz ci wszystko z Panią wyjaśnimy". Patrzę, ta k**wa już do lasu pobiegła, jak zobaczyła, że z tyłu jakaś kobita się podnosi. Myślała, że ja tirówki jakieś porywam, wiecie. Kasia zaczęła płakać, wybiegła z auta. Ja za Kasią biegnę, mówię: "Kasia, Kasia, poczekaj, poczekaj, poczekaj, poczekaj. To jest bardzo poj**ana sytuacja, którą bardzo trudno będzie wyjaśnić, ale naprawdę damy radę". Ona: "Nie.
Ty jesteś nienormalny. To jest, k**wa, koniec". Ja mówię: "Kasia, Kasia, proszę cię... Przepraszam cię bardzo, przepraszam, naprawdę. Zrobię wszystko, żebyś mi wybaczyła, zrobię wszystko". "Tak? To wypij tę mętną wodę z tej miski". Słuchajcie, nie będę Wam mówił, czy wypiłem, ale jesteśmy dalej razem. (śmiech) Dzięki wielkie! (brawa)
The words are the caption track's own and nothing is reworded or re-transcribed. Paragraph breaks are placed between sentences so the text reads as prose.
Use this transcript
Three free tools that work on the material around a video like this one. No signup, no login.
Hook Analyzer
Paste the first 30 seconds of your own draft for a hook score and rewrites.
Policy Pre-Flight
Check your draft against YouTube's advertiser-friendly guidelines before you record it.
Channel Skill Generator
Read this channel's public videos and transcripts, and download a writing brief for it.